Oglądam kampanię wyborczą jak nie mój mecz piłkarski. Jest nie mój, bo nie umiem się teraz z nikim utożsamić. Jest nie mój, bo prawie wszyscy faulują. Jest nie mój, bo jest jakiś taki nieporadny i do tego mało wyrazisty . Ulice już patrzą oczami kandydatów. PSL, PO, PiS zachęca. Tylko nie wiem do czego. Próbuję odkryć sens. Próbuję, bo taki mam w sobie nakaz, nazywać rzeczy i rozumieć, co się dzieje. Czasami – teraz też – wydaje mi się, że rzecz jest bardzo, nawet zaskakująco prosta. Partii bliźniaków chodzi o to, by stworzyć dwubiegunowy system partyjny. Taki jest cel. Chcą uczynić Polskę podobną politycznie Ameryce, trochę Wielkiej Brytanii. Po jednej stronie mają być, rzecz nazywając najprościej, republikanie, po drugiej demokraci. Polscy republikanie obejmuję konserwatyzujących liberałów ekonomicznych w stylu Gilowskiej, konserwatystów z kręgu Ujazdowskiego, etatystów z PC, chadeków, katolickich fundamentalistów. Cala ta gromadka pod silnym przywództwem ma być trwałym elementem naszego życia. Raz bardziej, raz mniej fundamentalistyczna, raz mniej raz bardziej konserwatywna. Po drugiej stronie mieliby być liberałowie, lewica, demokraci. Cala reszta, groźna, ale z oskarżeniem o korupcję, postkomunistyczne afiliacje i układy. PiS z pewnością nie gra o wszystko. Gra tylko o to, że będzie miał głos może rozstrzygający w kwestiach politycznych podziałów.
Co na to Platforma Obywatelska? Przez dwa lata byłem członkiem klubu parlamentarnego. Po roku starłem się z Donaldem Tuskiem, bo nie mogłem zaakceptować jego stylu rządzenia, jego braku poglądów, dość prostego trybu bycia, a przede wszystkim, bezwzględności w walce z partyjnymi konkurentami. Czułem się bardzo źle, gdy wydał wyrok na Rokitę i pozwolił go swoim chłopcom „mordować”. To samo zresztą uczynił ze mną. Mam pretensję do niego za ubóstwo programowe, za intrygi, a przede wszystkim za to, że zajął istotne miejsce na scenie politycznej tam, gdzie powinno się bronić właśnie zasad liberalno-demokratycznych i gdzie zagrożone są interesy, potrzeby, wartości polskich przedsiębiorców, inteligentów, polskich mieszczan. PO nie jest prywatną własnością jednej czy paru osób, ale zajmuje ważne dla mnie miejsce z punktu mojego systemu wartości. Zajmuje miejsce partii umiarkowanej, której to właśnie zadaniem jest odepchnięcie dwóch formacji: prawicowej Kaczyńskich i lewicowej, postkomunistycznej Kwaśniewskiego.
PO dala się w tej kampanii wyborczej (ale i wcześniej) zepchnąć do roli wtórnej wobec konkurencji. Nie ma jasnej propozycji programowej. Kampanię prowadzi w sposób mało konsekwentny. Popełnia za dużo błędów, jak na tak gorący czas i jak na moment tych właśnie wyborów. Sądzę bowiem, że utrzymanie się PiS-u przy władzy zapowiada bardzo poważne zagrożenie dla jakości rządzenia w Polsce, dla swobód politycznej aktywności, dla wolności liberalnych. Piszę to z powagą i przekonaniem słuchając opinii ministra sprawiedliwości czy szefa rządu. PO nie występuje czy nie powinna występować – podkreślam – o swoje interesy, o interesy swoich oligarchii, ale ma obowiązek wstępować o ważne racje, wartości polskie i europejskie. Ma obowiązki wykraczające poza horyzont własnych wyobrażeń.
Piszę krytycznie o formacji, z którą bliżej współpracowałem, bo mam prawo oczekiwać i wymagać więcej od formacji sobie bliższej. Lepiej znam jej plusy i słabości. Tym bardziej będę domagał się od PO, by broniła nas przed skrajnościami z prawa i lewa, by reprezentowała te siły i potrzeby, które są rozsądne, umiarkowane, sprzyjają wolnościom i prawu liberalnie pojętemu. Czas i wyniki sondaży naglą.
środa, 10 października 2007, warsztatyanaliz
znalezione na: http://polskawybiera2007.blox.pl
Ten blog jest w całości poświęcony archiwizacji wszelkich materiałów prasowych, które prezentują inne od oficjalnego oblicze Platformy Obywatelskiej RP. Prawdziwe oblicze! A po wyborach można jedynie zacytować słowa poety:"...lecz nie poradzisz nic bracie mój, gdy na tronie siedzi..."
2007/10/11
2007/10/08
Warszawiaków w PO już nie ma
Wielkie wymazywanie Warszawy ze swoich haseł rozpoczęli wczoraj stołeczni kandydaci PO do Sejmu. W partii uznano, że podkreślanie warszawskości może zaszkodzić Donaldowi Tuskowi, który za swojaka w stolicy uchodzić nie może.
Hasło "warszawiak na 100 proc." umieścił na swoich 60 billboardach Andrzej Halicki, koordynator kampanii PO na Mazowszu i numer trzy na liście warszawskich kandydatów tej partii do Sejmu. Wczoraj zarządził jednak ściąganie hasła. Stare "warszawskie" billboardy zastępuje nowymi, już bez tego hasła, za to ze swoją podobizną i numerem na liście.
- Chciałem podkreślić, że jako poseł będę lobbował na rzecz Warszawy, ale ostatecznie doszedłem do wniosku, że moje hasło może być odczytane jako atak w Donalda Tuska - tłumaczy Halicki.
Choć sam taką interpretację uznaje za wyolbrzymioną, ocierającą się wręcz o śmieszność, dziękuje opatrzności, że miał w zapasie plakaty bez "warszawiaka na 100 proc.". Nie musi więc nic wykreślać czy zamazywać. Wystarczy podmienić i oskarżenia, że chce wejść do Sejmu kosztem szefa partii, znikną.
Halicki zaklina się, że nie dostał w tej sprawie żadnych poleceń z "partyjnej góry". Ale nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że jego hasło źle odebrało kierownictwo partii. Atmosfera w PO jest napięta, bo ostatnio ta partia traci w sondażach. Słabiej wypada nawet w Warszawie, gdzie w założeniach Donald Tusk miał odnieść spektakularne zwycięstwo nad liderem listy PiS Jarosławem Kaczyńskim. W tej rywalizacji będzie się liczyć liczba bezwzględnie otrzymanych głosów.
- Halicki w zeszłych wyborach nie dostał się do Sejmu, choć startował z dogodnej pozycji na liście. Teraz widać jest zdesperowany. Chce sukcesu za wszelką cenę, nawet jeśli oznaczałoby to słabszy wynik przewodniczącego - mówi nam jeden z polityków PO.Donald Tusk podczas ostatniej konwencji Platformy mówił wprawdzie, że Warszawa jest jego "drugim miastem", w którym od lat pracuje i darzy je szczególnym sentymentem. - Ale nie będziemy zakłamywać rzeczywistości. Nasz lider jest z Gdańska. W stolicy startuje, bo jest liderem partii - mówi Małgorzata Kidawa-Błońska, szefowa warszawskiej PO.
Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że Kidawa-Błońska jako osoba odpowiedzialna za stołeczne wybory i numer dwa na warszawskiej liście kandydatów PO dostała za hasło Halickiego ostrą reprymendę od partyjnych przełożonych.Oficjalnie temu zaprzecza, ale sama też postanowiła zrezygnować z "warszawskości". Ponieważ pochodzi z rodziny od pokoleń warszawskiej, planowała - tak jak w poprzednich wyborach - umieścić na własnych plakatach hasło: "W Warszawie od pokoleń".
Teraz jednak stawia na inne. Przy swoich zdjęciach umieści inne hasło: "Żeby Polakom żyło się lepiej... wszystkim". - Skąd ta zmiana? - pytam. - Po prostu to drugie hasło bardziej mi się teraz spodobało - powiedziała nam wczoraj.
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
Autor: Jan Fusiecki
POPIS-owe katrupienie Tuska
Jarosław Kaczyński w kampanii wyborczej chce ukatrupić Donalda Tuska i doprowadzić do zmiany przywództwa w Platformie Obywatelskiej.
Jarosław Kaczyński ma dwa cele w tej kampanii wyborczej. Pierwszy jest oczywisty – zwycięstwo. Drugi coraz wyraźniej wyłania się z politycznej młócki. To ukatrupienie Donalda Tuska i doprowadzenie do zmiany przywództwa w Platformie Obywatelskiej.
Przekaz kampanii PiS jest coraz bardziej oczywisty i układa się w taki mniej więcej komunikat: "Wygramy nie tylko dlatego, że jesteśmy lepsi, ale także dlatego, że lider PO to cienki zawodnik". Ton Kaczyńskich i ich partii wobec Tuska trochę się zmienił. Owszem, są nadal bezpardonowe i brutalne ataki, ale coraz głośniejszy jest ton lekceważenia, a nawet pogardliwej kpiny. Tak było przy okazji debaty, kiedy to szef rządu tłumaczył dlaczego jest sens dyskutować z Aleksandrem Kwaśniewskim, ale nie przewodniczącym największej partii opozycyjnej. Tusk to postać "mniej zdolna", "pomocnik Kwaśniewskiego", po prostu małpka z która nie ma sensu gadać, bo od tego jest kataryniarz.
Przekaz kampanii PiS jest coraz bardziej oczywisty i układa się w taki mniej więcej komunikat: "Wygramy nie tylko dlatego, że jesteśmy lepsi, ale także dlatego, że lider PO to cienki zawodnik". Ton Kaczyńskich i ich partii wobec Tuska trochę się zmienił. Owszem, są nadal bezpardonowe i brutalne ataki, ale coraz głośniejszy jest ton lekceważenia, a nawet pogardliwej kpiny. Tak było przy okazji debaty, kiedy to szef rządu tłumaczył dlaczego jest sens dyskutować z Aleksandrem Kwaśniewskim, ale nie przewodniczącym największej partii opozycyjnej. Tusk to postać "mniej zdolna", "pomocnik Kwaśniewskiego", po prostu małpka z która nie ma sensu gadać, bo od tego jest kataryniarz.
Ten obraz utrwalają PiS-owskie spoty. W tym dziejącym się na zebraniu "pewnej opozycyjnej partii" ze swego lidera – czyli Tuska – pokpiwają nawet jego ludzie. – Jego nawet do debat nie chcą! – rechoczą lekceważąco. Akcja spychania Tuska na niższa półkę podrzędnych przywódców bez wątpienia przynosi rezultaty, skoro tylko mniejszość Polaków wierzy w jego zwycięstwo czy to w debatach z dwoma panami K., czy to w wyborach. PiS po raz kolejny imponuje politycznym marketingiem. Są w tym po prostu piekielnie dobrzy.
Natomiast PO… Cóż, można odnieść wrażenie jakby w jej sztabie pierwsze skrzypce grali szpiedzy Kaczyńskiego. Platforma bowiem ze wszystkich sił stara się pomóc swoim przeciwnikom. Najpierw kopiuje pomysły rywali (co oczywiście jest wyśmiewane, jako dowód miałkości).
Potem – w dniu debaty Kaczyńskiego z Kwaśniewskim – pojawia się niedorzeczny pomysł wielkiej koalicji, który wielu antypisowskich czy antykomunistycznych wyborców PO mógł jedynie wystraszyć. Jednych i drugich jednocześnie! To istne Himalaje nieudolności. Potem Tusk długo i namolnie domaga się debat ze sobą, co ustawia go w roli jękliwego petenta. W końcu pojawiają się gigantyczne i pewnikiem bardzo drogie billboardy, na których obok fizjonomii liderów partii widnieje hasło o potrzebie "cudu gospodarczego". Cudu! Cud jest potrzebny, bo politycy PO nie wystarczą? To chyba najdroższe w historii wyznanie, że jest się do niczego.
Dwa lata temu PO dała sobie wydrzeć pewne już zwycięstwo, przegrywająca finiszu właśnie w propagandowym starciu. Wydawałoby się, że po takiej nauczce obecna kampania powinna być perfekcyjna i przemyślana w najdrobniejszych szczegółach. W dodatku tym razem, wydawałoby się, Platforma powinna mieć ułatwione zadanie, bo przecież ogromna większość Polaków ma dość PiS i marzy o zakończeniu epoki bliźniaków. Nic prostszego, jak wyciągnąć do nich rękę.
Ale jest chyba jeszcze gorzej niż przed poprzednimi wyborami. Jak pomysły – to głupie, jak inicjatywy to niedorzeczne. Propagandowo PO jest zawsze krok, albo kilka za PiS-em, ale przede wszystkim – i to jest najgorsze – z kampanii liberałów bije jakaś przedziwna niewiara w samych siebie.
W pewnym sensie POPiS już istnieje. Istnieje, bowiem PO i PiS współpracują na rzecz zwycięstwa wyborczego partii Kaczyńskich. Jego efektem będzie rezygnacja albo pogonienie Donalda Tuska. Kiedy to już nastąpi, pozbawiona głowy partia z przetrąconym kręgosłupem chętnie da się utulić Jarosławowi Kaczyńskiemu. On przecież ma takie dobre serce.
Igor Zalewski specjalnie dla Wirtualnej Polski
2007/10/07
Olechowski twarzą kampanii kandydata LiD
Założyciel PO Andrzej Olechowski w najbliższych wyborach poprze kandydata LiD do Senatu Roberta Smoktunowicza - dowiedział się „Wprost”.
- To prawda, rozmawiałem na ten temat z Andrzejem Olechowskim i zgodził się udzielić mi poparcia – mówi „Wprost" Smoktunowicz, który trzy tygodnie temu zrezygnował z członkostwa w Platformie Obywatelskiej. Obecnie jest bezpartyjny, ale w najbliższych wyborach kandyduje z warszawskiej listy LiD do Senatu. – Ostateczną decyzję o moim starcie podjąłem podczas kolacji z Wojciechem Olejniczakiem, która odbyła się kilka godzin po odejściu z SLD Leszka Millera. Uważam ten termin za symboliczny – dodaje.
Z naszych ustaleń wynika, że Smoktunowicza z list PO wyciął sekretarz generalny partii Grzegorz Schetyna. Powód? Zbyt bliskie relacje z Aleksandrem Kwaśniewskim i Pawłem Piskorskim. – Od czasu przegranych wyborów w 2005 r. platforma się pogubiła. Była bezbarwna i popierała najgorsze takie pomysły PiS, jak powołanie CBA i lustracja. A ja zawsze byłem przeciwny ideom kojarzonym z IV RP – argumentuje.
Z Andrzejem Olechowskim, który przebywa obecnie na wakacjach na Cyprze, nie udało nam się skontaktować.
Autor: Michał Krzymowski
Źródło: Wprost
2007/10/05
W Warszawie PiS rośnie, Platforma blednie
Sondaż PBS DGA dla "Gazety". Alarm dla Platformy Obywatelskiej: na półmetku kampanii wyborczej PiS dogania ją w Warszawie, która w założeniach partii Tuska miała być miejscem spektakularnej porażki Jarosława Kaczyńskiego i formowanej przez niego listy.
Jeszcze miesiąc temu Platforma Obywatelska mogła być w Warszawie pewna zwycięstwa. Chciało na nią głosować 43 proc. warszawiaków, na PiS o 10 proc. mniej.
Choć już wtedy mówiło się, że nie jest to najlepszy wynik, bo podobne poparcie PO uzyskała rok temu w wyborach samorządowych. Spekulowano, że po dwóch latach rządów PiS w kraju miasto "wykształciuchów" powie partii Jarosława Kaczyńskiego bardziej stanowcze "nie".
Premier dla biznesu i biednych
Tymczasem na półmetku kampanii wyborczej PiS dogania PO w stolicy. Z sondażu przeprowadzonego w ubiegły weekend, a więc jeszcze przed telewizyjną debatą Kaczyński - Kwaśniewski, na listę PiS chce głosować 36,8 proc. warszawiaków. Wynik PO spadł o trzy punkty procentowe, a LiD-u - o cztery.
Podobnie rozkładają się głosy w okręgu podwarszawskim, gdzie listę PiS otwiera marszałek Sejmu Ludwik Dorn, a Platformy - wicemarszałek Bronisław Komorowski. Tu na PO chce głosować 39 proc., a na PiS 37,7 proc. Listę LiD firmowaną w tym okręgu przez Marka Balickiego (SdPl), byłego ministra zdrowia, chce poprzeć 11 proc. mieszkańców peryferii.
- Mnie te wyniki nawet dziwią - mówi Nelly Rokita, numer dwa na warszawskiej liście PiS. - Warszawiaków mogło przekonać to, że PiS nie przeszkadza ludziom interesu. Premier Kaczyński nie zna się na biznesie i się do tego nie miesza. Upraszczając: premier chce tylko, żeby biznes zarobił dużo pieniędzy. A PiS da dużą ich część na biednych. Jej zdaniem Jarosław Kaczyński zyskał sympatię w Warszawie, bo "jest powściągliwy w atakach na przeciwników".
Taki podział sympatii wyborczych oznacza, że PO i PiS biorą po osiem mandatów w Warszawie i po pięć w okręgu podmiejskim. LiD dostanie w mieście trzy miejsca, a pod Warszawą jedno. Pozostałe partie nie zdobywają nic.
Nieco lepiej w naszych badaniach wypadli kandydaci PO do Senatu. Biorą trzy z czterech przypadających na Warszawę mandatów. Ale tylko dlatego, że komitet PiS nie zdołał zebrać wymaganych prawem 3 tys. podpisów pod kandydaturą byłego premiera Jana Olszewskiego. Uwzględniliśmy go w badaniach, bo w ich trakcie komisja wyborcza nie podjęła jeszcze decyzji. Na absencji Olszewskiego skorzysta startujący z listy PO rektor SGH Marek Rocki, który ma piąty wynik, ale w tej sytuacji bierze mandat. Jedynym stołecznym senatorem PiS będzie najpewniej Zbigniew Romaszewski.
Pod Warszawą dwa miejsca w Senacie podzielą między siebie najpewniej kandydaci PO i PiS: Łukasz Abgarowicz, ''piskorczyk", dotąd poseł w Płocku, i wieloletni senator tego okręgu Piotr Andrzejewski.Szanse LiD-u w walce o miejsce w Senacie są mizerne.
Nie ma zwycięstwa bez ataku
- Wynik tych badań to bardzo poważny sygnał alarmowy dla PO. Jeśli ta tendencja się utrzyma, PiS tu zwycięży - mówi socjolog prof. Ireneusz Krzemiński.
- Po raz kolejny okazuje się, że zdecydowana większość Polaków to tzw. elektorat telewizyjny, który reaguje wyłącznie na to, co się świeci. A w tej kampanii błyszczy PiS. Bywa, że ta formacja składa obietnice bez pokrycia. Donald Tusk myli się, myśląc, że zyska popularność, punktując fałsz i populizm Jarosława Kaczyńskiego. Tą metodą może dotrzeć tylko do wąskiej grupy ludzi, których nie trzeba przekonywać do głosowania na PO. A tu walka toczy się o tzw. elektorat ruchomy, który trzeba czymś do siebie przekonać - komentuje politolog prof. Kazimierz Kik.
Jak pisaliśmy, na lokalnej, warszawskiej scenie kampania ograniczyła się do z reguły bezzasadnych ataków PiS na prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz (PO). Obserwatorzy zwracają uwagę na pasywność PO. - Ta partia co najwyżej reaguje na ataki PiS. Sama żadnej widocznej ofensywy nie wyprowadziła - mówią.
Politycy PO i LiD wyniki naszego sondażu komentują chłodniej niż eksperci. - Zachowuję spokój. Mój barometr polityczny mówi mi, że coraz więcej warszawiaków chce rządów mojej partii - upiera się Bronisław Komorowski (PO), wicemarszałek Sejmu.
- PiS dzięki temu, że rządzi, ma łatwy dostęp do mediów. To premier ciągle jest telewizji. Składa masę obietnic, rozdaje pieniądze. W LiD dotąd skoncentrowaliśmy się na kampanii ogólnopolskiej, a nie na Warszawie - przyznaje Marek Borowski, szef SdPl.
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
Autor: Jan Fusiecki, Dominika Olszewska
Grzegorz Kostrzewa-Zorbas wystąpił z Platformy Obywatelskiej
Jeden z najaktywniejszych działaczy mazowieckiej PO Grzegorz Kostrzewa-Zorbas złożył partyjną legitymację. - Platforma stała się związkiem zawodowym posłów i urzędników, w którym liczą się wewnątrzpartyjne układy, a nie faktyczne kwalifikacje - narzeka.
PO była pierwszą partią polityczną w jego karierze. Zapisał się do niej wiosną 2004 roku po powrocie z sześcioletnich studiów w Stanach Zjednoczonych z zakresu obronności państwa zwieńczonych doktoratem. Wcześniej był wysokim urzędnikiem MON i MSZ. Przed 1989 r. działał w opozycji demokratycznej.
PO była pierwszą partią polityczną w jego karierze. Zapisał się do niej wiosną 2004 roku po powrocie z sześcioletnich studiów w Stanach Zjednoczonych z zakresu obronności państwa zwieńczonych doktoratem. Wcześniej był wysokim urzędnikiem MON i MSZ. Przed 1989 r. działał w opozycji demokratycznej.
Od jesieni ub.r. działa w Sejmiku Mazowsza, do którego - jak podkreśla - wszedł w wielkim stylu, zdobywając rekordową liczbę głosów.
W swojej organizacji partyjnej miał opinię dysydenta. Jako jedyny radny PO krytykował otwarcie metodę obsadzania stanowisk w urzędzie marszałkowskim według partyjnego klucza (posady dzieli tu rządząca Mazowszem koalicja PO-PSL).
Nie podobała mu się taktyka wyborcza PO. - Na czołowych listach poselskich Platformy znaleźli się dotychczasowi posłowie. Czy to funkcje dożywotnie lub dziedziczne? Przecież partie powinny wybierać najlepszych kandydatów w otwartych konkursach. Zamiast nich dajemy parlamentarzystom przywileje zachowania miejsca pracy - mówi Kostrzewa-Zorbas.
Przyznaje, że czarę goryczy przelało zamieszanie towarzyszące jego staraniom o mandat senatora pod Warszawą. Sztab PO nie zebrał pod jego nazwiskiem wymaganych prawem 3 tys. podpisów. Kostrzewa-Zorbas jest przekonany, że stał się "końcową ofiarą" sabotażu zaangażowanych w kampanie działaczy PO należących do niechętnej mu frakcji, którzy głosów poparcia pod jego nazwiskiem zbierać nie chcieli.
Sztabowcy stanowczo odrzucają tę sugestie. - Umówiliśmy, że każdy kandydat na senatora ma sam zebrać co najmniej 500 podpisów. Zorbas przyniósł cztery, w tym swojej żony, potem dodał przez asystenta kolejne 130 - mówi Andrzej Szklarski, szef sztabu PO pod Warszawą.
- Z Zorbasem były od lat problemy. W zespołach, w których pracował, od razu pojawiały się konflikty. Od jego pojawienia się w kole piaseczyńskim tamtejsza Platforma podzieliła się na zaciekle zwalczające się grupy - mówi Andrzej Smirnow, wiceszef mazowieckiej PO.
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
Autor: Jan Fusiecki
Kłopotliwe gadżety posła Sławomira Nowaka
Firma należąca do matki Sławomira Nowaka, szefa kampanii wyborczej PO, zarabiała na szturmówkach i koszulkach przed wyborami do europarlamentu.
W PiS zacierają z radości ręce, że to właśnie Nowak odpowiada za wizerunek PO w tej kampanii. - Jest naszą V kolumną w Platformie - ironizuje Tomasz Dudziński, szef kampanii Prawa i Sprawiedliwości. - Martwię się o Sławka -mówi z fałszywą nutą w glosie Jacek Kurski, który kandyduje na listach PiS z tego samego okręgu wyborczego co Nowak.
Parasole dla konstytucji
Jednym z powodów tych zmartwień posła Kurskiego może być fakt, że firma reklamowa matki Sławomira Nowaka, Haliny, dostawała w poprzednich kampaniach pieniądze od Platformy za świadczone usługi.
Ta firma to Signum Promotion z siedzibą w Gdańsku. Wcześniej jej prezesem był sam Nowak, ale ustąpił miejsca matce, gdy w 2002 roku został wiceprezesem Radia Gdańsk.
W jaki sposób firma zarabiała na robieniu interesów z Platformą? Na przykład w kampanii do europarlamentu Signum Promotion za gadżety dostarczone PO -banery, szturmówki, plakietki i koszulki - dostała ponad 100 tys. złotych. Na tyle opiewają trzy faktury wystawione między majem a czerwcem 2004 roku.
Gdy Platforma prowadziła akcję "4 razy tak" (chodziło o propozycje zmian w konstytucji), firma Haliny Nowak sprzedała partii parasole ogrodowe. Później, Na początku 2005 roku, każdy z posłów dostał do zapłacenia fakturę na 800 zł. Pieniądze miały pochodzić z funduszy, które dostają parlamentarzyści naprowadzenie działalności poselskiej. -Odmówiłam zapłacenia tego rachunku - opowiada ówczesna posłanka PO Marta Fogler. - Powiedziałam, że mam swoje parasole i sporo wydaję na utrzymanie swojego biura, więc za żadne parasole płacić nie będę - wyjaśnia. Inni posłowie jednak stosowną kwotę uiścili.
Sławomir Nowak, 33-letni szef kampanii wyborczej Platformy Obywatelskiej, wyrósł na jedną z najbardziej wpływowych osób w swojej partii. Stał się medialną gwiazdą, codziennie pojawia się w telewizyjnych programach.
Znaczków mieli na lata
Dostarczaniem gadżetów Platformie Nowak zajmował się już wiele lat temu, gdy był szefem partyjnej młodzieżówki, stowarzyszenia Młodzi Demokraci. Na początku były to tzw. pinsy, czyli znaczki wkręcane do klapy. -Tych gadżetów sprzedawanych przez Signum Promotion Młodym Demokratom było bardzo dużo, także w czasie, gdy Nowak nie szefował już młodzieżówce -wspomina Jan Dziubecki, który był w kierownictwie stowarzyszenia.
Mirosław Drzewiecki, skarbnik Platformy, zapewnił "Rzeczpospolitą", że podczas tegorocznej kampanii w sztabie PO nie ma żadnych faktur od firmy Haliny Nowak. - Nie było ich także w kampanii prezydencko-parlamentarnej przed dwoma laty- dodaje Drzewiecki.
MAŁGORZATA SUBOTIĆ
W PiS zacierają z radości ręce, że to właśnie Nowak odpowiada za wizerunek PO w tej kampanii. - Jest naszą V kolumną w Platformie - ironizuje Tomasz Dudziński, szef kampanii Prawa i Sprawiedliwości. - Martwię się o Sławka -mówi z fałszywą nutą w glosie Jacek Kurski, który kandyduje na listach PiS z tego samego okręgu wyborczego co Nowak.
Parasole dla konstytucji
Jednym z powodów tych zmartwień posła Kurskiego może być fakt, że firma reklamowa matki Sławomira Nowaka, Haliny, dostawała w poprzednich kampaniach pieniądze od Platformy za świadczone usługi.
Ta firma to Signum Promotion z siedzibą w Gdańsku. Wcześniej jej prezesem był sam Nowak, ale ustąpił miejsca matce, gdy w 2002 roku został wiceprezesem Radia Gdańsk.
W jaki sposób firma zarabiała na robieniu interesów z Platformą? Na przykład w kampanii do europarlamentu Signum Promotion za gadżety dostarczone PO -banery, szturmówki, plakietki i koszulki - dostała ponad 100 tys. złotych. Na tyle opiewają trzy faktury wystawione między majem a czerwcem 2004 roku.
Gdy Platforma prowadziła akcję "4 razy tak" (chodziło o propozycje zmian w konstytucji), firma Haliny Nowak sprzedała partii parasole ogrodowe. Później, Na początku 2005 roku, każdy z posłów dostał do zapłacenia fakturę na 800 zł. Pieniądze miały pochodzić z funduszy, które dostają parlamentarzyści naprowadzenie działalności poselskiej. -Odmówiłam zapłacenia tego rachunku - opowiada ówczesna posłanka PO Marta Fogler. - Powiedziałam, że mam swoje parasole i sporo wydaję na utrzymanie swojego biura, więc za żadne parasole płacić nie będę - wyjaśnia. Inni posłowie jednak stosowną kwotę uiścili.
Sławomir Nowak, 33-letni szef kampanii wyborczej Platformy Obywatelskiej, wyrósł na jedną z najbardziej wpływowych osób w swojej partii. Stał się medialną gwiazdą, codziennie pojawia się w telewizyjnych programach.
Znaczków mieli na lata
Dostarczaniem gadżetów Platformie Nowak zajmował się już wiele lat temu, gdy był szefem partyjnej młodzieżówki, stowarzyszenia Młodzi Demokraci. Na początku były to tzw. pinsy, czyli znaczki wkręcane do klapy. -Tych gadżetów sprzedawanych przez Signum Promotion Młodym Demokratom było bardzo dużo, także w czasie, gdy Nowak nie szefował już młodzieżówce -wspomina Jan Dziubecki, który był w kierownictwie stowarzyszenia.
Mirosław Drzewiecki, skarbnik Platformy, zapewnił "Rzeczpospolitą", że podczas tegorocznej kampanii w sztabie PO nie ma żadnych faktur od firmy Haliny Nowak. - Nie było ich także w kampanii prezydencko-parlamentarnej przed dwoma laty- dodaje Drzewiecki.
MAŁGORZATA SUBOTIĆ
Źródło: Rzecpospolita
Młody wilk od zwycięstwa Platformy
Wychowanek Pawła Piskorskiego, szef Młodych Demokratów i jeden z najbardziej zaufanych Donalda Tuska, dostał szansę zrobienia wielkiej kariery.
Sławomir Nowak, mimo że nie skończył jeszcze 33 lat, szefuje kampanii wyborczej największej partii opozycyjnej i startuje z pierwszego miejsca gdańskiej listy Platformy. Miejsca, które tradycyjnie było zarezerwowane dla Donalda Tuska. Nowak wygrał nawet z Jackiem Karnowskim, zasłużonym prezydentem Sopotu. Partyjni koledzy oferowali mu dopiero piąte miejsce na liście, Karnowski zrezygnował ze startu.
Jak przegra, to zatonie?
- Nikt mi nie powie, że Karnowski jest gorzej przygotowany dobycia parlamentarzystą niż Nowak - mówi Maciej Płażyński, jeden z założycieli PO, dziś startujący z pierwszego miejsca gdańskiej listy PiS. Jego zdaniem szef kampanii wyborczej PO to typowy przykład młodego wilka, a osoby takie cechuje daleko posunięty pragmatyzm polityczny. - Będzie sobie radził w polityce - ocenia Płażyński.
Nowak wejdzie do Sejmu i to z dobrym wynikiem. Mniej oczywista jest odpowiedź napytanie: czy Platforma te wybory wygra. Specjaliści od politycznego marketingu zgodnie krytykują sposób prowadzenia kampanii przez PO. Ponure bilboardy, nieprzekonujące spoty, a przede wszystkim bierne dostosowanie się do reguł, które w kampanii narzuciło PiS - to najczęściej wymieniane przez nich błędy.
Także partyjni koledzy Nowaka zaczynają być przerażeni tym, jak prowadzona jest kampania ich partii. Nie chcą się jednak wypowiadać pod nazwiskiem. - Takich rzeczy, gdy trwa wyborcza walka, się nie robi - przekonują. - Jeśli wygramy, żadnej krytyki nie będzie, a jeśli przegramy, to będziemy szukać winnych -ucina poseł PO Łukasz Abgarowicz. Nie musi nawet dodawać, że pierwszym winnym będzie wtedy szef kampanii wyborczej.
Nowak oburza się, kiedy ktoś krytykuje kampanię PO. Pytany, kto należy do najwęższego grona kampanijnych sztabowców, oprócz siebie wymienia: PR-owca Macieja Grabowskiego oraz dwóch młodych posłów -Pawła Olszewskiego i Jakuba Rutnickiego.
Przeszkolony w USA
Na ile Nowak tylko firmuje to, co dzieje się w kampanii PO, a na ile sam jest jej kreatorem? Wszystko wskazuje na to, że nie ogranicza się dodawania twarzy. -To ja to wymyśliłem -mówi, pytany, kto wpadł na pomysł spotu z tymi samymi aktorami, którzy wystąpili w głośnej reklamówce PiS podtytułem "Układ".
Wcześniej nie miał specjalnych doświadczeń z mediami. Jego atutem jest dobra aparycja. Nowak jest znany z tego, że bardzo dba o swój wygląd. -Gdy jeździliśmy gdzieś z Młodymi Demokratami, śmialiśmy się, że jego kosmetyczka jest większa niż nasze walizki -opowiada Sławomir Potapowicz. Nowak był przez dwa lata wiceprezesem Radia Gdańsk (wczasach, gdy publicznymi mediami rządziła nieformalna koalicja SLD -UW). A kilka miesięcy temu pojechał na szkolenie w zakresie kampanii wyborczych do Stanów Zjednoczonych. Wysłała go tam partia.
Od Piskorskiego po Tuska
Początek kariery zawdzięcza Pawłowi Piskorskiemu. To on i jego ludzie pomogli mu zostać szefem Młodych Demokratów, choć wcześniej był prawie nieznany. Gdy liberałowie opuścili Unię Wolności, kierowana przez Nowaka młodzieżówka opowiedziała się za powstającą PO.
-To był jego sukces -mówią koledzy. Gdy pozycja Piskorskiego słabła, odwrócił się od niego. Stał się cieniem Tuska. -Jest bardziej oddany Tuskowi niż Tusk sam sobie -żartuje były poseł PO Paweł Śpiewak. Nowak wszedł do grona najbliższych współpracowników lidera PO, nazywanego złośliwie dworem.
MAŁGORZATA SUBOTIĆ
Jak przegra, to zatonie?
- Nikt mi nie powie, że Karnowski jest gorzej przygotowany dobycia parlamentarzystą niż Nowak - mówi Maciej Płażyński, jeden z założycieli PO, dziś startujący z pierwszego miejsca gdańskiej listy PiS. Jego zdaniem szef kampanii wyborczej PO to typowy przykład młodego wilka, a osoby takie cechuje daleko posunięty pragmatyzm polityczny. - Będzie sobie radził w polityce - ocenia Płażyński.
Nowak wejdzie do Sejmu i to z dobrym wynikiem. Mniej oczywista jest odpowiedź napytanie: czy Platforma te wybory wygra. Specjaliści od politycznego marketingu zgodnie krytykują sposób prowadzenia kampanii przez PO. Ponure bilboardy, nieprzekonujące spoty, a przede wszystkim bierne dostosowanie się do reguł, które w kampanii narzuciło PiS - to najczęściej wymieniane przez nich błędy.
Także partyjni koledzy Nowaka zaczynają być przerażeni tym, jak prowadzona jest kampania ich partii. Nie chcą się jednak wypowiadać pod nazwiskiem. - Takich rzeczy, gdy trwa wyborcza walka, się nie robi - przekonują. - Jeśli wygramy, żadnej krytyki nie będzie, a jeśli przegramy, to będziemy szukać winnych -ucina poseł PO Łukasz Abgarowicz. Nie musi nawet dodawać, że pierwszym winnym będzie wtedy szef kampanii wyborczej.
Nowak oburza się, kiedy ktoś krytykuje kampanię PO. Pytany, kto należy do najwęższego grona kampanijnych sztabowców, oprócz siebie wymienia: PR-owca Macieja Grabowskiego oraz dwóch młodych posłów -Pawła Olszewskiego i Jakuba Rutnickiego.
Przeszkolony w USA
Na ile Nowak tylko firmuje to, co dzieje się w kampanii PO, a na ile sam jest jej kreatorem? Wszystko wskazuje na to, że nie ogranicza się dodawania twarzy. -To ja to wymyśliłem -mówi, pytany, kto wpadł na pomysł spotu z tymi samymi aktorami, którzy wystąpili w głośnej reklamówce PiS podtytułem "Układ".
Wcześniej nie miał specjalnych doświadczeń z mediami. Jego atutem jest dobra aparycja. Nowak jest znany z tego, że bardzo dba o swój wygląd. -Gdy jeździliśmy gdzieś z Młodymi Demokratami, śmialiśmy się, że jego kosmetyczka jest większa niż nasze walizki -opowiada Sławomir Potapowicz. Nowak był przez dwa lata wiceprezesem Radia Gdańsk (wczasach, gdy publicznymi mediami rządziła nieformalna koalicja SLD -UW). A kilka miesięcy temu pojechał na szkolenie w zakresie kampanii wyborczych do Stanów Zjednoczonych. Wysłała go tam partia.
Od Piskorskiego po Tuska
Początek kariery zawdzięcza Pawłowi Piskorskiemu. To on i jego ludzie pomogli mu zostać szefem Młodych Demokratów, choć wcześniej był prawie nieznany. Gdy liberałowie opuścili Unię Wolności, kierowana przez Nowaka młodzieżówka opowiedziała się za powstającą PO.
-To był jego sukces -mówią koledzy. Gdy pozycja Piskorskiego słabła, odwrócił się od niego. Stał się cieniem Tuska. -Jest bardziej oddany Tuskowi niż Tusk sam sobie -żartuje były poseł PO Paweł Śpiewak. Nowak wszedł do grona najbliższych współpracowników lidera PO, nazywanego złośliwie dworem.
MAŁGORZATA SUBOTIĆ
Źródło: Rzeczpospolita
2007/10/04
Politycy PO chcą lepszej promocji
Platforma zmienia styl kampanii. Nie będzie już walczyć z PiS na spoty. Z ostatnich osiągnięć medialnych partii niezadowolony miał być nawet Donald Tusk.
Platforma Obywatelska przygotowała więc zupełnie nowy spot wyborczy. Scenariusz zmontowany jest na zasadzie zderzenia dwóch światów. Film będzie pokazywał w pigułce najważniejsze problemy Polaków, np. w służbie zdrowia, z którymi nie radzi sobie rząd PiS. I jednocześnie podsunie alternatywę, czyli jak z każdym z nich poradzi sobie PO. - Ten film przygotowała doświadczona agencja reklamowa, która nie robiła ostatnich spotów -mówi jeden z polityków PO.
- Z tego, co wiem, kampania teraz będzie inna. Dotychczasowe spoty w tonacji narzuconej przez PiS nie były chyba najlepszym rozwiązaniem. Teraz PO będzie wskazywać na problemy i przedstawiać ich rozwiązania - opowiada Tomasz Misiak, senator PO.
Zabrakło konsekwencji
Taka zmiana w kampanii to efekt wewnętrznej dyskusji w partii. Nieoficjalnie wiadomo, że wielu polityków nie było zachwyconych dotychczasową kampanią. - To nie nasz styl -mówi jeden z posłów PO. -Miało być inaczej.
Tuż przed głosowaniem nad samorozwiązaniem Sejmu władze partii przekonywały posłów, że PO przygotowała trzy tygodnie świetnej kampanii medialnej. Ale nieoficjalnie wiadomo, że ostatnio nawet Donald Tusk nie był zadowolony z osiągnięć Platformy. Burę miał dostać poseł Sławomir Nowak, który odpowiada za kampanię medialną PO. Partia skupiła się na konkurowaniu z pisowskimi chwytami reklamowymi, a przegapiła np. problemy w służbie zdrowia, z którymi nie radzi sobie PiS.
Posłowie jednak nie chcą o kampanii mówić oficjalnie, by się nie narazić kierownictwu. Bardziej rozmowni są w kuluarach: - Teraz sięokazuje, że przez dwa miesiące wakacji się nie przygotowaliśmy. I coraz bardziej widać, że PiS wzięło się do pracy dużo wcześniej -mówi jeden z posłów. Parlamentarzyści krytykują sztab kampanijny za brak konsekwencji. - Najpierw pokazujemy swój program, apotem zawracamy, by zderzyć się z PiS, i znów wracamy do spraw programowych -denerwuje się polityk PO.
Ostatnio Platforma pokazała spot nawiązujący do rozmowy Ryszarda Krauzego z prezydentem. To była odpowiedź na reklamówkę, w której PiS wyśmiewało hasła programowe Platformy. Pojawiły się one na utrzymanych w spokojnej tonacji billboardach. Zaraz po nich telewizje miały pokazać korespondujące z billboardami spoty.
Ale Platforma na chwilę zmieniła koncepcję, odwołując się do tego, co zrobiło PiS, i nakręciła reklamówki z Januszem Kaczmarkiem i ojcem Rydzykiem. Jednak partia w końcu wróciła do pierwotnie planowanych spotów z hasłami programowymi.
Nowe otwarcie
Chociaż partia tym razem skupi się na kwestiach merytorycznych, nie zrezygnuje z krytykowania rządu. Spoty PO mają być budowane na zasadzie zderzenia propozycji Platformy z pisowskimi.
-Chcemy mocno zaznaczyć nasz program, ale PiS nadal będziemy rozliczać -podkreśla Bronisław Komorowski, wiceszef PO.
Jutro Platforma ma zorganizować konferencję prasową w siedzibie Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Przedstawi program wyborczy. Z zaakcentowaniem postulatów gospodarczych i dotyczących służby zdrowia. PO pochwali się też nowym spotem.
DOROTA KOŁAKOWSKA
Platforma Obywatelska przygotowała więc zupełnie nowy spot wyborczy. Scenariusz zmontowany jest na zasadzie zderzenia dwóch światów. Film będzie pokazywał w pigułce najważniejsze problemy Polaków, np. w służbie zdrowia, z którymi nie radzi sobie rząd PiS. I jednocześnie podsunie alternatywę, czyli jak z każdym z nich poradzi sobie PO. - Ten film przygotowała doświadczona agencja reklamowa, która nie robiła ostatnich spotów -mówi jeden z polityków PO.
- Z tego, co wiem, kampania teraz będzie inna. Dotychczasowe spoty w tonacji narzuconej przez PiS nie były chyba najlepszym rozwiązaniem. Teraz PO będzie wskazywać na problemy i przedstawiać ich rozwiązania - opowiada Tomasz Misiak, senator PO.
Zabrakło konsekwencji
Taka zmiana w kampanii to efekt wewnętrznej dyskusji w partii. Nieoficjalnie wiadomo, że wielu polityków nie było zachwyconych dotychczasową kampanią. - To nie nasz styl -mówi jeden z posłów PO. -Miało być inaczej.
Tuż przed głosowaniem nad samorozwiązaniem Sejmu władze partii przekonywały posłów, że PO przygotowała trzy tygodnie świetnej kampanii medialnej. Ale nieoficjalnie wiadomo, że ostatnio nawet Donald Tusk nie był zadowolony z osiągnięć Platformy. Burę miał dostać poseł Sławomir Nowak, który odpowiada za kampanię medialną PO. Partia skupiła się na konkurowaniu z pisowskimi chwytami reklamowymi, a przegapiła np. problemy w służbie zdrowia, z którymi nie radzi sobie PiS.
Posłowie jednak nie chcą o kampanii mówić oficjalnie, by się nie narazić kierownictwu. Bardziej rozmowni są w kuluarach: - Teraz sięokazuje, że przez dwa miesiące wakacji się nie przygotowaliśmy. I coraz bardziej widać, że PiS wzięło się do pracy dużo wcześniej -mówi jeden z posłów. Parlamentarzyści krytykują sztab kampanijny za brak konsekwencji. - Najpierw pokazujemy swój program, apotem zawracamy, by zderzyć się z PiS, i znów wracamy do spraw programowych -denerwuje się polityk PO.
Ostatnio Platforma pokazała spot nawiązujący do rozmowy Ryszarda Krauzego z prezydentem. To była odpowiedź na reklamówkę, w której PiS wyśmiewało hasła programowe Platformy. Pojawiły się one na utrzymanych w spokojnej tonacji billboardach. Zaraz po nich telewizje miały pokazać korespondujące z billboardami spoty.
Ale Platforma na chwilę zmieniła koncepcję, odwołując się do tego, co zrobiło PiS, i nakręciła reklamówki z Januszem Kaczmarkiem i ojcem Rydzykiem. Jednak partia w końcu wróciła do pierwotnie planowanych spotów z hasłami programowymi.
Nowe otwarcie
Chociaż partia tym razem skupi się na kwestiach merytorycznych, nie zrezygnuje z krytykowania rządu. Spoty PO mają być budowane na zasadzie zderzenia propozycji Platformy z pisowskimi.
-Chcemy mocno zaznaczyć nasz program, ale PiS nadal będziemy rozliczać -podkreśla Bronisław Komorowski, wiceszef PO.
Jutro Platforma ma zorganizować konferencję prasową w siedzibie Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Przedstawi program wyborczy. Z zaakcentowaniem postulatów gospodarczych i dotyczących służby zdrowia. PO pochwali się też nowym spotem.
DOROTA KOŁAKOWSKA
Źródło: Rzeczpospolita
2007/10/01
Jak kandydat PO na senatora Grzegorz Kostrzewa-Zorbas zbierał podpisy
- Jestem końcową ofiarą intryg wewnątrz sztabu wyborczego. Odpowiedzialnych za kampanię działaczy pozwę do sądu - mówi Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, kandydat na senatora, któremu warszawska komisja wyborcza odmówiła rejestracji.
Grzegorz Kostrzewa-Zorbas miał kandydować na senatora w okręgu podwarszawskim. Jego komitet zebrał jednak pod jego kandydaturą tylko nieco ponad 2 tys. podpisów, o tysiąc mniej, niż wymagają tego przepisy.
W tej sytuacji jedynym kandydatem PO pod Warszawą jest Łukasz Abgarowicz, dotąd poseł płocki. W przeszłości "piskorczyk" i biznesowy kolega byłego prezydenta Warszawy. Razem kupowali mieszkania na wynajem. Gdy Paweł Piskorski kupował setki hektarów ziemi w Zachodniopomorskiem, aby zarobić na unijnych dotacjach za ich zalesianie, w sąsiedztwie bliźniaczo podobnych zakupów dokonały dzieci Łukasza Abgarowicza.
- Wystawienie go na senatora to taktyczny błąd Platformy - mówią niechętni Abgarowiczowi działacze PO. - Konkurencyjny PiS będzie bił w Abgarowicza jak w worek.
Przeciwwagą dla "piskorczyka" miał być Kostrzewa-Zorbas, politolog, były działacz opozycji demokratycznej, były wysoki urzędnik MSZ, dziś radny sejmiku Mazowsza. Jednak w tej sytuacji niemal pewne miejsce w Senacie ma Abgarowicz, bo przypadające na okręg podwarszawski dwa mandaty dzielą tu z reguły między siebie PiS i PO.
- Za zbieranie podpisów odpowiada sztab wyborczy. Kompletuję dowody na to, że działający tam ludzie nie chcieli wywiązywać się z tego obowiązku, a z ochotą pracowali na rzecz Abgarowicza - mówi Grzegorz Kostrzewa-Zorbas.
Jest przekonany, że złośliwość sztabu wynika z jego składu. Szefem w okręgu podwarszawskim jest Andrzej Szklarski, który do Platformy wszedł z grupą byłych polityków AWS. - Tych ludzi ściągnął do partii Piskorski . Odpłacali mu się pełnym posłuszeństwem. Dlatego poparli "piskorczyka" - mówi Kostrzewa-Zorbas. I zapewnia, że z dowodami winy sztabowców pójdzie do sądu partyjnego i powszechnego. Jest przekonany, że faktyczne poparcie dla jego kandydatury jest znaczne większe niż dla konkurenta z partii, bo w ostatnich wyborach do sejmiku zebrał rekordowy wynik - przeszło 25,5 tys. głosów.
- Kostrzewa-Zorbas uznał, że jest wielki, i podpisów sam zbierać nie musi. To był błąd. Teraz ludzie są zniechęceni do polityki i trzeba samemu starać się o głosy poparcia - mówi Andrzej Szklarski.
I zapewnia, że ma dokumenty, z których wynika, że Kostrzewa-Zorbas zlekceważył niebezpieczeństwo. - Ustaliliśmy, że każdy kandydat na senatora dostarczy nam osobiście 500 podpisów. Resztę doda sztab. Abgarowicz jeździł i wydzwaniał po działaczach, aby mu pomogli. Zorbas, niestety, nie. Dał nam początkowo cztery podpisy, w tym jeden swojej żony, a w dniu rejestracji list jego asystent dowiózł nam jeszcze 130 - mówi Szklarski.
Szklarski zapewnia, że intryg nie było. - Byłem w AWS, nie wstydzę się tego. Nie wszystkich kocham, ale nikomu świni nie podłożyłem - denerwuje się. Czy boi się procesu? - pytamy. - Nie, ale sam złożę wniosek o wyrzucenia Zorbasa z PO za bezpodstawne oskarżanie ludzi - zapowiada szef sztabu wyborczego.
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
Autor: Jan Fusiecki
Subskrybuj:
Posty (Atom)