Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fakt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fakt. Pokaż wszystkie posty

2013/12/02

Minister od zegarków dostał apartament

Jak zegarek, to wartości samochodu. Jak mieszkanie, to za nasze pieniądze! Najbardziej luksusowy polityk w Sejmie nie nocuje w sejmowym hotelu ani nie mieszka w kawalerce na mieście. Sławomir Nowak (39 l.) zajmuje elegancki apartament w budynku strzeżonym przez Biuro Ochrony Rządu i wyposażonym w gustowne meble z Pałacu Prezydenckiego, a do pracy wozi go wciąż jeszcze rządowa limuzyna. Ile za to płaci? Nic!
Słynny minister od zegarków Sławomir Nowak od lat zajmuje wygodne mieszkanie, które dostał jeszcze jako minister w Kancelarii Prezydenta. Koszty opłaca mu Sejm, czyli my. I czy ktoś jeszcze powie, że Sławomir Nowak nie potrafi się ustawić?! 
Jak nieoficjalnie dowiedział się Fakt, Nowak w apartamencie w centrum Warszawy mieszka od 2010 roku, kiedy był jeszcze ministrem w Kancelarii Prezydenta. Jako wysokiemu rangą urzędnikowi przysługiwało mu mieszkanie służbowe. Trafił nie najgorzej – dostał 70 metrów nieopodal Al. Ujazdowskich. 
W 2011 roku Sławomir Nowak wszedł do rządu i objął tekę ministra transportu. Zgodnie z prawem mieszkanie z Kancelarii Prezydenta już mu nie przysługiwało. Nowak jednak wyprowadzać się nie zamierzał. Znalazł na to pewien sposób...

Każdemu posłowi spoza stolicy przysługuje z kancelarii Sejmu 2,2 tys. zł miesięcznie na wynajęcie mieszkania w Warszawie. Były minister wymyślił więc, że to Sejm wynajmie od Kancelarii Prezydenta jego mieszkanie. Za 1,3 tys. zł miesięcznie.
Tymczasem gdyby zwykły człowiek chciał w tym miejscu wynająć 70-metrowe mieszkanie, musiałby zapłacić co najmniej 5 tys. zł miesięcznie! Widać więc, że Nowak umie się ustawić! Nawet premier, mimo prokuratorskich podejrzeń wobec byłego ministra o to, że nie wpisał do oświadczenia majątkowego zegarka wartego 17 tys. zł, pociesza go publicznie „Trzymaj się, Sławku”.
Fakt

2013/06/21

Sukienki dla żony premiera z funduszy PO. "To zły wariant"

Z pieniędzy Platformy Obywatelskiej kupowane były nie tylko wina i cygara, ale także sukienki dla żony premiera, Małgorzaty Tusk. - To zły wariant. Powinno korzystać się z funduszy Kancelarii Premiera - komentował te doniesienia w "Jeden na Jeden" w TVN24 Grzegorz Schetyna.

W piątek "Fakt" poinformował, że Platforma Obywatelska za partyjne pieniądze, które otrzymała z budżetu państwa, płaciła także za sukienki żony premiera Donalda Tuska. Stroje zamawiano m.in. u znanej polskiej projektantki Gosi Baczyńskiej - koszt jednej sukienki to koszt co najmniej kilku tysięcy złotych.
Skarbnik partii w rozmowie z gazetą przyznał, że w ten sposób PO pokrywała koszty reprezentacyjne Małgorzata Tusk.
- Wydatki związane są z obsługą wizerunkową premiera. Wynikają ze wspólnych obowiązków reprezentacyjnych małżonków, związanych z aktywnością zarówno krajową, jak i zagraniczną - powiedział w rozmowie z "Faktem".
- Ja akurat mam to szczęście, że nie mam żadnego garnituru kupionego przez partię. I mogę mówić o konieczności ujawnienia wszystkich tych rzeczy, bo ta kwestia nie dotyczy tylko Platformy - skomentował Schetyna.

Według niego politycy PO są winni opinii publicznej wyjaśnienie kwestii dotyczących wydatków z kieszeni partii.
- Żeby tę sprawę raz na zawsze zamknąć i wrócić do rozmowy o finansowaniu partii politycznych - podkreślił.

Ubrania z budżetu KPRM, a nie partii

Zdaniem Schetyny zakupy odzieży powinny być opłacane, ale nie z budżetu partii, a funduszy reprezentacyjnych danych instytucji, w tym przypadku Kancelarii Prezydenta.
- Bezwzględnie ludzie, którzy reprezentują Polskę - Kancelaria Prezydenta, KPRM, ministrowie powinni z takiego funduszu korzystać - stwierdził.
I dodał: - Tutaj jestem absolutnie gorącym zwolennikiem takiego wariantu. Jeśli takich funduszy nie ma, to trzeba tworzyć baypas z funduszy partyjnych.

2013/06/07

Spiskowcy z PO knują za nasze

Środek dnia, kiedy większość przedstawicieli świata pracy – oprócz dwóch milionów tych, którzy tej pracy nie mają – w znoju haruje na marne pensje. A reprezentanci ludu pracującego? Piją w najlepsze. W drogiej restauracji w centrum Warszawy poufne spotkanie „antytuskowej” frakcji w PO. Grzegorz Schetyna (50l.), Andrzej Halicki (52l.), Rafał Grupiński (61l.) i Mariusz Witczak (42l.). Na stole wino. I to nie najtańsze. Sprawdziliśmy: rachunek wyniósł 532 zł i 50 gr. Kto zapłacił? My, Polacy. Posłowie kazali wypisać rachunek na klub Platformy Obywatelskiej, który pieniądze dostaje z naszych podatków.
Chcesz zarabiać 12,5 tys. zł miesięcznie, jeść i pić alkohol za darmo, a pracować w godzinach, jakie ci odpowiadają? Zostań posłem! To robota jak marzenie. Jeśli ktoś nie dowierza, spieszymy z dowodami. Parę dni temu, około godziny 14 posłowie Platformy Obywatelskiej: Grzegorz Schetyna, Rafał Grupiński, Andrzej Halicki i Mariusz Witczak raczyli swe podniebienia w jednej z luksusowych, warszawskich restauracji. Był wyśmienity obiad i dobre wino. Cała czwórka znana jest jako wewnętrzna opozycja Donalda Tuska (56 l.) i zdaje się, że panowie spiskowali na temat startu ich lidera Grzegorza Schetyny w wyborach na przewodniczącego partii. 
Szkoda tylko, że za partyjne knucia muszą płacić podatnicy. Sprawdziliśmy to. Aby dowiedzieć się, kto płacił i ile, posłużyliśmy się dziennikarską prowokacją. Zadzwoniliśmy, przedstawiając się jako pracownik biura poselskiego jednego z posłów, z pytaniem o fakturę za spotkanie. Usłyszeliśmy, że "tak jak zawsze, została wystawiona na klub PO", a rachunek wyniósł 532 zł i 50 gr. Kwota robi wrażenie, ale nie na parlamentarzystach. Przecież rachunek uregulują podatnicy.
Zwłaszcza, że z rozliczeniem faktury nie będzie żadnego problemu. Jak powiedziała nam skarbnik klubu PO Marzena Okła-Drewnowicz (41 l.): "każdą fakturę musi podpisać przewodniczący klubu", czyli... Rafał Grupiński, jeden z biesiadników. Posłanka dodała, że jeśli faktura trafi do klubu PO, nie zostanie rozliczona i posłowie będą musieli zapłacić z własnych pieniędzy.
Niestety bohaterowie wyżerki za nasze nie znaleźli czasu, aby sprawę skomentować. – Jestem na spotkaniu, proszę zadzwonić za 4 godziny – powiedział Witczak. Podobnie Halicki, który poprosił o kontakt nieco później, po czym wyłączył telefon. No chyba, że poszedł z kolegami na kolejny obiad...
Rozmowa z pracowniczką restauracji:
Witam, czy faktura za wczorajszy obiad została już wystawiona na któreś z biur? 
- Tak, jak się zawsze umawialiśmy, jest wystawiona już na Platformę. Na klub. Jeszcze nie została wysłana, ale już jest wystawiona. A będziemy zmieniać?

Nie, mamy taki mały problem z tą fakturą, ile tam wyszło? 
- Muszę sprawdzić, chwileczkę. Jest 532 zł i 50 gr. 

Problem polega na tym, że przed restauracją zrobiono im zdjęcia i teraz dziennikarze dzwonią i pytają, czy pili alkohol...
- O boszzzz... 

I chcemy pokazać ten rachunek...
- No dobrze, to gdzie to przesłać? 

Fax, mail, obojętnie. 
- Dobrze, dzisiaj nie mam czasu, ale wyślę to. I zrobić tak, żeby nie było alkoholu? 

Tak, tak. 
- Dooobra, to zrobimy tak, żeby nie było tego alkoholu. To ja znajdę jakiś rachunek wczorajszy kogoś innego, może tak zrobimy. 

Bo tylko wino tam było? 
- Tak, tylko wino. Dobrze, to ja znajdę coś podobnego i to przeskanuję.
Fakt

2013/06/06

Gigantyczny przetarg ZUS. Kupują kolejne samochody

Jest wielka kasa, są wielkie zakupy! Zakład Ubezpieczeń Społecznych nie szczędzi publicznego grosza na wygodę urzędników. Właśnie rozpisał ogromny przetarg na zakup 59 samochodów. To nie pierwsze tego typu wydatki, bo w zeszłym roku kupił już 46 aut. Teraz wyda z naszych podatków nawet 5 milionów złotych.
Zakład Ubezpieczeń Społecznych rośnie w siłę. Nie chodzi jednak o podwyższenie świadczeń, a zwiększenie floty samochodowej państwowego giganta. Już niedługo trafi do niego 59 samochodów. ZUS kupuje auta osobowo–ciężarowe, ciężarowe i autobus. Oczywiście tłumaczy, że to niezbędny zakup.
– Przeprowadzona analiza floty samochodów służbowych w ZUS wskazuje na znaczną dekapitalizację tego typu pojazdów – tłumaczy rzecznik Zakładu Jacek Dziekan. Dodaje, że warte miliony złotych furgony i busy przyczynią się do... ochrony środowiska. – Kolejnym znaczącym efektem finansowym odmłodzenia floty są oszczędności w zakresie zużycia paliwa i opłat emisyjnych (ochrona środowiska) – napisał w odpowiedzi na nasze pytania Dziekan. 
Do czego posłużą dziesiątki nowiutkich samochodów? Głównie do wożenia ton papierów i urzędników. – Samochody (...) przeznaczone są do przewozu osób, dokumentacji, druków i zaopatrzenia niezbędnych do sprawnego i skutecznego funkcjonowania Zakładu w skali całego kraju – tłumaczy rzecznik. Pytanie tylko po co przewozić tony papierów, skoro ZUS rok w rok wydaje 800 mln zł na utrzymanie nowoczesnego systemu informatycznego? Roczny koszt utrzymania systemu to równowartość miesięcznych składek emerytalnych odprowadzanych przez wszystkich przedsiębiorców!
No cóż, system systemem, a samochody kupić trzeba. „Odmładzanie floty samochodowej” trwa bowiem od dłuższego czasu. W zeszłym roku ZUS zakupił już 46 samochodów w tym samym celu. Oczywiście wszystko za pieniądze podatników, którzy powinni się cieszyć "sprawnie" funkcjonującym molochem i płakać dostając swoje głodowe świadczenia.
Jakie samochody?
28 sztuk samochodów ciężarowych/busów
takich, jak Fiat Ducato czy Ford Transit
30 sztuk samochodów typu furgon
takich, jak Fiat Doblo lub Ranault Kangoo
1 bus mieszczący 16 osób
Fakt

2012/08/09

Poseł od Tuska co miesiąc na taxi wydaje tysiące!


2 tysiące 125 złotych na taksówki. Tyle poseł Michał Szczerba (35l.) z PO wydawał niemal co miesiąc w 2011 roku na wożenie się. I to z publicznych pieniędzy. Mimo gorszej sytuacji ekonomicznej kraju, zamiast oszczędzać, tak jak muszą to robić zwykli obywatele, poseł Szczerba zwiększył swoje wydatki na ten cel.

Fakt dotarł do najnowszego zestawienia wydatków posłów na biura poselskie za 2011 rok. W ciągu 10 miesięcy ubiegłego roku poseł Platformy Obywatelskiej Michał Szczerba na przejazdy taksówkami wydał 21 tysięcy 250 złotych i 7 groszy. Wynika z tego, że miesięcznie za komfort podróżowania z kierowcą posła, podatnicy zapłacili 2 tysiące 125 złotych. W porównaniu z 2010 rokiem, średnie miesięczne wydatki Szczerby na taksówki wzrosły o 13 złotych. 
Dlaczego poseł tak chętnie korzysta z taksówek? Według aktualnego oświadczenia majątkowego poseł Szczerba nie posiada samochodu. Czy parlamentarzysty nie stać na własny wóz? Raczej go stać, biorąc pod uwagę, że zarabia 10 tys złotych miesięcznie a na koncie ma odłożone 198 tysięcy złotych. Ale po co martwić się o tankowanie, przeglądy, naprawy i miejsce parkingowe, skoro można jeździć nie za swoje, a za pieniądze podatników. W sumie za przejazdy taksówkami wszystkich posłów w ciągu 10 miesięcy zeszłego roku zapłaciliśmy 198 tysięcy złotych.
Fakt

2011/06/13

Pijany POciąg Platformy!

Było jak za PRL na zakładowej wycieczce... Puszki z piwem, smukłe butelki z wódeczką i grubsze z kolorowymi "umilaczami". Na zdrowie! Te słowa płynęły od wagonu do wagonu... Dziennikarzom Faktu udało się pojechać wesołym pociągiem, który zawiózł działaczy PO z Mazowsza do Gdańska
Aż się łezka w oku kręciła na widok radości działaczy Platformy Obywatelskiej. Lekko niczym sarenki wskakiwali w Warszawie do specjalnego pociągu, który nocą z piątku na sobotę powiózł ich na konwencję do Gdańska. Gdy tylko skład ruszył, od lokomotywy po ostatni wagon jak na partyjną komendę otworzyły się torby i plecaki, a stoliczki w przedziałach zapełniły się materiałami na zjazd!
Było jak za PRL na zakładowej wycieczce... Puszki z piwem, smukłe butelki z wódeczką i grubsze z kolorowymi „umilaczami”. Na zdrowie! Te słowa płynęły od wagonu do wagonu...

Skład otrzymał kryptonim Błękitny i choć podróż trwała długie 8 godzin, wśród podróżnych szybko zyskał miano Błękitnej Strzały. Strzelano bowiem sobie w gardła w każdym wagonie – nie minęło więcej niż kwadrans od odjazdu z Warszawy Centralnej, gdy na stoliczkach w przedziałach pojawiły się butelki i puszki piwa. – Spokojnie, spokojnie, coś mocniejszego u nas w torbie też się znajdzie – zapewniali siebie wzajemnie uśmiechnięci delegaci Platformy. I jak obiecali, tak zrobili. Gdy puste puszki zaczęły wpadać do śmietniczek, a częściej wprost na podłogę, ich miejsce zajęły europejskie Finlandie, swojskie Wyborowe, a czasem nawet whisky. W ruch poszły plastikowe kubeczki, a ostry smak ognistych płynów gaszono słodkimi napojami gazowanymi.

Gdy towarzystwo mocno poweselało, nastał czas na zawiązanie nowych przyjaźni. W przedziałach zrobiło się luźno, za to zdecydowanie tłoczno na korytarzach. Przy papierosku wymieniano poglądy i żartowano. – Wiecie, czemu zamienili nam lokomotywę w Toruniu i teraz jedziemy w drugą stronę? – pytał jeden z działaczy kolegów, którzy rozsiedli się w wagonie WARS-u. – Bo Rydzyk nie pozwolił, żeby nasz pociąg przejechał przez jego miasto i kazał nam wracać – odpowiedział sam sobie. Radości z dowcipu nie było końca.

Kiedy minęliśmy Włocławek, pierwsi działacze nie wytrzymywali trudów podróży. Ale od czego są koledzy – mocno zmęczonego delegata ułożyli na czterech fotelach. – Chłopaki, to taka niespodzianka od nas dla was – zwrócili się do zdziwionych pasażerów. W sąsiednim przedziale huknęła tymczasem weselna przyśpiewka: „Nie pijemy wódki, nie pijemy wódki, pocałunek był za krótki!”... Wśród męskiej części delegacji wzrosła również chęć do dalszego integrowania się. – 6 dziewczyn poszło w tamtą stronę, idziemy – poganiał jeden drugiego.

W końcu pociąg usnął. Ranek zaczął się kolejką niewyspanych delegatów do baru: – Śniadanko polskie, jajecznica na maśle! – obsługa uwijała się jak w ukropie.

Kiedy pociąg dojeżdżał do Gdańska, organizatorzy wycieczki wysłali „przypominacza”. – Przypominacz! Dojeżdżamy! Pamiętajcie posprzątać butelki i puszki! Przypominacz... – wołał mężczyzna, zaglądając do każdego przedziału...
Fakt, Bartłomiej Łęczek

2011/01/03

Politycy PO wyzywają się od najgorszych...

Łódzki polityk PO przyznał się do wypisywania na internetowych forach obraźliwych haseł pod adresem kolegów z partii. Internetowym wandalem okazał się współpracownik ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka i niedoszły wiceprezydent Łodzi - Zbigniew Papiersk
Internet to wspaniałe narzędzie do dzielenia się z innymi własnymi opiniami. A dzielimy się nimi tym chętniej wiedząc, że zachowujemy przy tym anonimowość. Takie podejście miał zapewne Zbigniew Papierski, który pod pseudonimem lennon1 wypisywał obraźliwe hasła pod adresem Mirosława Drzewieckiego i Iwony Śledzińskiej-Katarasińskiej - łódzkich polityków PO. Drzewieckiego miał nazwać "gangsterem" i "narkomanem" zaś Śledzińską-Katarasińską "alkoholiczką".
Dzisiaj posłanka PO twierdzi, że wie, kto był autorem tych wpisów: "Do ukrywania się pod tym nickiem przyznał się Zbigniew Papierski - mówi Śledzińska-Katarasińska.

Zbigniew Papierski jest członkiem łódzkiej Platformy i bliskim współpracownikiem Cezarego Grabarczyka.

Zajmuje stanowisko prezesa pocztowej spółki Postdata kontrolowanej przez Ministerstwo Infrastruktury. Był też szefem kampanii wyborczej kandydatki na prezydenta Łodzi Hanny Zdanowskiej. Typowano go nawet na wiceprezydenta, ale jego kandydatura upadła, gdy na jaw wyszła sprawa lennona1.

Oburzona całą sprawą Śledzińska-Katarasińska, która rozważa podanie sprawy do sądu, już dzisiaj zapowiada wnioskowanie o usunięcie Papierskiego z partii.

Dodajmy jeszcze, że Grabarczyk od lat rywalizuje o przywództwo w łódzkiej PO z Śledzińską-Katarasińką. Posłanka ma też własną teorię na temat obraźliwych komentarzy Papierskiego.

- Dziwnym trafem aktywność lennona1 zbiegała się w czasie z moją rywalizacją w partii z Czarkiem Grabarczykiem. Podejrzewam, że ten człowiek mógł być sterowany.

Sam Papierski nie komentuje całej sprawy.
Fakt

2009/04/01

Prezes pobił dziennikarza

Czy piastowanie wysokiego stanowiska upoważnia do rzucania się z rękami na dziennikarzy wykonujących swoją pracę?
Czy władza może pozwolić sobie na więcej niż zwykli obywatele? Jak widać, tak! Udowodnił to prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania Miasta w Warszawie, a wcześniej znany i szanowany wojskowy. Szef MPO Andrzej Kierwiński ( 58 l.) dostał ataku furii i pobił naszego dziennikarza. Wszystko rozegrało się pod siedzibą spółki, gdy wsiadał do swojego luksusowego, służbowego samochodu.
Bezczelność prezesów nie zna granic! Niektórzy z nich myślą, że zarabiając krocie i wożąc się drogimi limuzynami, mogą sobie pozwolić na wszystko. A tak właśnie było z szefem miejskiej spółki podlegającej prezydent stolicy Hannie Gronkiewicz-Waltz (57 l.), który rzucił się z rękami na naszego reportera.





Dziennikarz próbował zrobić mu zdjęcie na tyłach parkingu pod siedzibą przedsiębiorstwa.
Incydent wydarzył się po południu, gdy Andrzej Kierwiński wychodził już z pracy. Podjechała po niego nowa służbowa limuzyna z kierowcą, którą zakupił ostatnio za bagatela... ponad 120 tys. zł. I to wszystko z naszych podatków. Auto ma nie tylko przyciemniane szyby, nawigację satelitarną, skórzaną kierownicę z obsługą m.in radioodtwarzacza, ale nawet czujniki deszczu. Gdy prezes spostrzegł reportera Faktu z aparatem fotograficznym, zamiast wsiąść do środka pojazdu, nagle ruszył w jego stronę. I wtedy się zaczęło. Mocno złapał go za ubranie i z całej siły zaczął szarpać. – Zobaczysz, zaraz ci wpier... – wykrzykiwał rozwścieczony. Szamotanina trwała dobrych parę chwil. Zakończyła się dopiero, gdy szofer zwrócił mu uwagę, że robione są zdjęcia. Wtedy zdając sobie sprawę z tego, co uczynił, szybko uciekł do środka siedziby. Andrzej Kierwiński jest prezesem Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania Miasta od jesieni 2006 roku.





Zarabia prawie 201 tys. zł rocznie. Jednak, jak na razie, oprócz przetargów na zakup drogich limuzyn niczym specjalnym się nie wyróżnił. Wcześnie przez jakiś czas był dyrektorem Departamentu Spraw Obronnych w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Jest również szanowanym wojskowym. Został nawet odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Tym bardziej dziwi jego arogancja i agresja wobec naszych dziennikarzy. A co na to władze MPO? Rzeczniczka spółki próbuje tłumaczyć zachowanie swojego szefa. – Ubolewamy, że w naszych kontaktach dochodzi do konfliktów. Uważamy, że doszło do naruszenia dóbr osobistych prezesa spółki – mówi Joanna Mroczek (26 l.). Jak widać pan prezes nie poczuwa się do winy, a szkoda, bo powinien przeprosić.
Służbowa limuzyna z kierowcąPan prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania Miasta w Warszawie nie wozi się byle czym. Jego nowe auto to skoda superb, która ma nie tylko podgrzewane fotele, nawigację satelitarną, wielofunkcyjną skórzaną kierownicę z obsługą m.in. radioodtwarzacza, bi-ksenowe reflektory z funkcją czyszczenia, ale nawet czujniki deszczu i specjalny automat pilnujący, by kierowcy nigdy silnik nie zgasł podczas ruszania pod górkę. Taki prezes to ma dobrze! Tym bardziej że po mieście wozi go szofer.
Przetarg na tę limuzynę ogłoszono pod koniec listopada.


[Aleksandra Kuźniar]
Fakt

2009/03/12

Hanna Gronkiewicz-Waltz ocaliła burmistrza partacza!

Interes partyjny ważniejszy niż miasto! Szefowa Ratusza nie zamierza wyrzucić burmistrza Ursynowa, przez którego straciliśmy 74 mln złZaśmiała się warszawiakom w twarz! Hanna Gronkiewicz-Waltz (57 L) mimo gigantycznej afery nie zwolniła nieudolnego urzędnika. Burmistrz Ursynowa Tomasz Mencina (39 L) najprawdopodobniej nie straci swojej posady. Zmarnował 74 mln zł z publicznej kasy, ale nadal ma poparcie swojej partyjnej koleżanki.
Urzędnik partacz uratuje skórę! Straci! olbrzymią sumę publicznych pieniędzy, ale nie stracił posady. Wszystko wskazuje na to, że szefowa Ratusza nie zamierza pozbywać się "Pana Straty".O sprawie pisaliśmy już wielokrotnie. Wybrany z ramienia Platformy Obywatelskiej burmistrz Ursynowa Tomasz Mencina zmarnował 74 mln z naszych podatków. Pieniądze należały się dzielnicy z odszkodowania za spóźnioną budowę hali sportowej na ul. Pileckiego. Mostostal-Export wybudował Arenę Ursynów 2 lata po terminie. Przez niedbalstwo urzędników sprawa się przedawniła. Sąd potwierdził to prawomocnym wyrokiem. Wielomilionowa kwota przemknęła miastu koło nosaPo takiej aferze odpowiedzialni powinni natychmiast stracić swoje posady. Oburzeni warszawiacy żądali błyskawicznej dymisji samorządówca partacza. Jednak Hanna Gronkiewicz-Waltz za nic ma głos zwykłych warszawiaków! Jest już niemal pewne, że Mencina utrzyma się na swoim stołku.
Znalazł się jednak kozioł ofiarny! Zamiast burmistrza, z pracy wyleci Zbigniew Pietrzak. To radca prawny dzielnicy. To on przez 17 miesięcy nie zabiegał o wznowienie postępowania w sądzie, aż sprawa się przedawniła. Według nieoficjalnych informacji, to na niego spadnie cała odpowiedzialność za zaniedbania.
Ostatnia szansa na pozbycie się nieudolnego działacza to najbliższa sesja rady dzielnicy. Opozycja chce złożyć wniosek o jego odwołanie. W radzie zasiadają jednak głównie radni PO. Ci na pewno nie wystąpią przeciwko partyjnemu koledze. Wygląda więc na to, że "Pan Strata" pozostanie na swojej lukratywnej posadce. A szefowej Ratusza to w ogóle nie przeszkadza
Fakt

2008/12/16

Cyberzabawki w Sejmie

Posłom już zupełnie poprzewracało się w głowach! Michałowi Szczerbie (31 l.) z PO marzy się prawdziwe cyberstanowisko pracy w Sejmie.
Oficjalnie poprosił o instalację gniazdek elektrycznych i dostępu do internetu w poselskich ławach. – A jakby był jeszcze mały monitor i klawiatura, to byłoby super – rozmarzył się w rozmowie z Faktem parlamentarzysta.
Pismo w tej sprawie od posła Szczerby wpłynęło już do Komisji Regulaminowej. – Przekazałem je do Kancelarii Sejmu. Tyle mogłem zrobić – mówi Jerzy Budnik (57 l.), przewodniczący tej komisji.Poseł Szczerba chce, aby przy poselskich ławach były gniazdka elektryczne. Tak, by można było podłączyć np. laptopa.
Ale to nie koniec marzeń. Reporter Faktu zadzwonił do Michała Szczerby. Przedstawił się jako fikcyjny pracownik Kancelarii Sejmu. I wtedy się zaczęło. Lista życzeń posła PO okazała się dużo dłuższa niż tylko gniazdko elektryczne. Poza tym poseł chce stałego dostępu do internetu, niewielkiego monitora i klawiatury przy każdym poselskim stanowisku. Oczywiście oficjalne tłumaczenie brzmi, że chce tego używać do pracy: – Można by było na bieżąco ściągać druki, analizować – przekonuje poseł Szczerba.
Nie jemu jednemu zresztą do głowy przychodzą takie fanaberie. Na przykład poseł Jan Rzymełka (56 l.) z PO zaproponował w marcu, by założyć kamerę na sejmowym basenie i w siłowni. Oczywiście z obawy o własne życie. – Bywa tak, że poseł czy senator pływa w basenie. A nuż by się zachłysnął? – argumentował Rzymełka. Z kolei Krystyna Skowrońska (54 l.) pytała o możliwość rezerwacji sejmowej pływalni na określone godziny przez grupy posłów. – Nie każdy ma ochotę, załóżmy, kapać się w towarzystwie przypadkowym, bądż to w zagęszczeniu – uzasadniała.
Całe szczęście na posterunku są reporterzy Faktu, którzy wyłapują poselskie zachcianki. – Jestem w tej komisji trzecią kadencję. Posłowie są teraz dużo ostrożniejsi. Wszystko dlatego, że to opisujecie – przyznaje Jerzy Budnik. Przykład cybermarzeń posła Szczerby pokazuje jednak, że z tą ostrożnością nie jest jednak zbyt dobrze.
FAKT: – Przewodniczący Jerzy Budnik przesłał do nas pana pismo. To jest wniosek większej grupy posłów? Czy to gniazdko elektryczne ma być tylko przy pana stanowisku?
MICHAŁ SZCZERBA: – Wystąpiłem w imieniu grupy, całej sali. Zależy nam, by w rzędzie, gdzie jest pięć foteli, były przynajmniej dwa gniazdka, aby można było się podłączyć.
F: – Dlaczego pisma nie przesłał pan od razu do nas? Zajmiemy się tym. Może ma pan jeszcze inne tego typu sprawy?
M.Sz.: – Acha. Koniecznie internet na sali. Wi-fi lub gniazdko, gdzie byśmy mogli podłączyć kabel. Najlepiej przy każdym fotelu. Wiem, że z wi-fi może być jakiś problem. Więc stałe łącze byłoby najlepsze.
F: – Czyli coś podobnego do stanowisk, jakie są w Parlamencie Europejskim. Tam są też klawiatury i monitory.
M.Sz.: – To byłoby najlepsze. Ale nie chcę narażać na koszty. Teoretycznie każdy z nas ma laptopa. Gdyby się udało wmontować jakiś mały monitor i klawiaturę, to by było super. Można by było na bieżąco ściągać druki, analizować.
F: – Zorientujemy się.
M.Sz.: – Dobra. Fajnie. Bardzo dziękuję.
[ZŁO ]
Fakt