Spółka, o której mowa, do niedawna była powiązana kapitałowo z Work Service S.A. - której akcjonariuszem jest senator Misiak. Dziś jej jedyną właścicielką i prezesem jest narzeczona senatora - Ewa Mandziou - 24-letnia absolwentka zarządzania i marketingu. Siedziba firmy mieści się pod tym samym adresem, co większość spółek z grupy Work Service. W drugiej połowie ubiegłego roku Mandziou zmieniła wcześniejszą nazwę firmy na Port & Shipyard Services (Obsługa Portów i Stoczni). Ona sama, po tym jak dziennikarze opisali jej podróż z oficjalną delegacją senacką do Kataru i Arabii Saudyjskiej, nie chce rozmawiać z mediami. Tomasz Misiak tłumaczy, że firma miała pośredniczyć w zatrudnianiu pracowników do małych stoczni we Francji. Kierunek francuski okazał się jednak niewypałem - bo na „eksport" stoczniowców nie pozwala tamtejsze prawo.
Jesienią ub. roku Misiak, jako przewodniczący senackiej komisji gospodarki brał udział w pracach nad tzw. specustawą stoczniową. Zgodnie z nią za pomoc pracownikom zwalnianym z likwidowanych stoczni odpowiada Agencja Rozwoju Przemysłu. Jak ujawniła „Gazeta Wyborcza", ARP bez przetargu zleciła wspomnianej wcześniej firmie Work Service, przeprowadzenie szkoleń dla zwalnianych stoczniowców. Kontrakt opiewał na blisko 50 mln zł. Senator zapewniał wówczas, że nigdy nie interesował się biznesowo stoczniami i nie wiedział, że jego firma podpisała kontrakt z ARP.
Związkowcy ze stoczni twierdzą jednak, że już na parę miesięcy przed rozpoczęciem sejmowych prac nad specustawą, pracownicy Work Service robili rozeznanie w ich zakładzie: ile osób będzie do zwolnienia, w jakich zawodach itd. Jak widać branżą interesowała się również narzeczona senatora.
Polityka
Ten blog jest w całości poświęcony archiwizacji wszelkich materiałów prasowych, które prezentują inne od oficjalnego oblicze Platformy Obywatelskiej RP. Prawdziwe oblicze! A po wyborach można jedynie zacytować słowa poety:"...lecz nie poradzisz nic bracie mój, gdy na tronie siedzi..."
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polityka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polityka. Pokaż wszystkie posty
2009/03/24
2009/02/13
Czuma i Rokita - niepoważni politycy
Na czołówkach gazet są dziś panowie Czuma i Rokita – politycy nie całkiem poważni. Andrzej Czuma ma piękną przeszłość, to prawda, ale przeszłość była dawno, i nie daje monopolu na rację w każdej sprawie. Nie podobał mi się już fakt, że p. Czuma był (jest?) zwolennikiem łatwego dostępu do broni palnej. Po tym wszystkim, co zobaczył w Stanach Zjednoczonych, po tych szaleńcach, którzy mordowali w szkołach i w koledżach – jak można być zwolennikiem łatwego dostępu do broni? Jeszcze w Stanach to ma jakieś źródła historyczne, Dziki Zachód, samotne domki i osady, a także prawo do broni jako prawo obywatelskie. Ale w Polsce?
Tu dygresja: Jeżeli Donald Tusk zdymisjonował prof. Ćwiąkalskiego za jego wypowiedzi w sprawie Krzysztofa Olewnika – to popełnił błąd. Jeżeli zdymisjonował ministra za wizytę u Stokłosy – to inna sprawa. Koniec dygresji. W każdym razie Andrzej Czuma został ministrem Sprawiedliwości. Jego pierwsze spotkanie rodziną PP. Olewników trwało dłużej niż z jego poprzednikiem na stanowisku ministra (na co zwróciła uwagę Janina Paradowska). Na stanowisko ministra przyszedł człowiek bez doświadczenia, bez programu. Donald Tusk wyrządził krzywdę posłowi Czumie mianując go ministrem. W ciągu kilku dni Czuma popełniał gafę za gafą. Powiedział, że w Polsce jest 6 tys. prokuratorów, ale jedna czwarta z nich zajmuje się walką z przestępczością. Zdradził, że polski wywiad znał nazwiska i krewnych bandytów z Pakistanu, i ze cieszą się oni poparciem w rządzie. Wreszcie Czuma wprowadził do ministerstwa jako społecznego doradcę – swojego syna! To już jest na prawdę curiosum. Jeżeli syn jest zdolny i mądry, to przecież znajdzie sobie bez problemu zajęcie, a innych doradców nie brak.
No i wreszcie ta bomba, którą ujawniła „Polityka” – Czuma jako kłopotliwy dłużnik, który latami ociągał się ze spłacaniem wierzytelności, do tego stopnia, że miał sprawy w sądach. Nie dajcie sobie wmówić, że to jest normalne i częste, bo w Ameryce ludzie żyją na kredyt. Spędziłem w USA w sumie 7 lat, byłem redaktorem na czele zespołu, byli w nim ludzie, którzy spłacali kredyty (np. za studia), mieli kłopoty finansowe, ale nie w sądach! W sumie – nominacja Andrzeja Czumy okazała się jego kompromitacją i wpadką premiera Tuska. Premier się przeliczył, że etos zastąpi Czumie umiar i rozsądek. Niestety, stało się inaczej. Zmiana na stanowisku ministra Sprawiedliwości to najpoważniejszy dotychczas błąd premiera Tuska. Błąd, z którego trudno się wycofać. Bracia Kaczyńscy zobaczyli światło w tunelu.
Jest jedno, co łączy obu bohaterów dnia - Czumę i Rokitę: brak powagi. Poważny minister nie ukrywa przed premierem swoich zaszłości finansowych, nie mówi głupstw ani nie wprowadza syna na doradcę. Poważny premier nie daje się nabrać. Poważny polityk, za jakiego pragnął uchodzić Jan Maria Rokita, nie szarpie się ze stewardesą. Owszem, stewardesy bywają nieprzyjemne (wiem to z własnych obserwacji), Niemcy potrafią być służbistami, ale do tanga trzeba dwojga. Poważny człowiek pomyśli, że stewardesa jest nieuprzejma, ale ileż to razy w życiu zetknęliśmy się z nieuprzejmą obsługą – zwłaszcza my, wychowani w PRL? To jest trochę tak, jak z prowadzeniem samochodu. Kiedy ktoś zajeżdża nam drogę, to albo mu ustąpimy, zaklniemy pod nosem i jedziemy dalej, albo trąbimy, wymyślamy i wygrażamy, czyniąc nieprzystojne gesty. Nie wierzę, że na grzecznego i potulnego Rokitę rzuciła się niemiecka policja. Najlepiej by było, gdyby w samolocie była kamera i wszystko zostało nagrane.
Dalszy ciąg był równie żenujący, Rokita stawiał opór, a policja się nie patyczkowała, gdyż nie zajrzała do Wikipedii i nie wiedziała, z kim ma do czynienia – z publicystą i z posłanką! Rokita się opierał, ponieważ nie wyobrażał sobie, że może zostać potraktowany niesprawiedliwie, jak byle kto. Polscy politycy pospieszyli z odsieczą: „Nie może być poniewierany Polak! Policja lżyła Polaka, to jest nas – Polaków” – mówili. „Jestem w ostrym konflikcie z państwem niemieckim” – stwierdził Rokita. A Kamil Durczok z cała powagą pytał, czy Rokita oczekuje reakcji polskich władz. Z odsieczą pospieszył nawet poseł Palikot, który miał podobny incydent i wzywał do bojkotu Lufthansy. Ale nie zapominajmy, kim jest poseł Palikot. Ten jest w silnym konflikcie nawet z prezydentem, którego nazwał „chamem” i z jego bratem, któremu zaglądał do łóżka. I znów – można to i owo myśleć, ale niekoniecznie ubliżać.
Moim zdaniem, gdyby obaj politycy odkładali płaszcze tam, gdzie wszyscy pasażerowie, i mieli ego nie większe niż inni, to do wybuchu kolejnej wojny polsko – niemieckiej by nie doszło.
Polityka
Daniel Passent
Tu dygresja: Jeżeli Donald Tusk zdymisjonował prof. Ćwiąkalskiego za jego wypowiedzi w sprawie Krzysztofa Olewnika – to popełnił błąd. Jeżeli zdymisjonował ministra za wizytę u Stokłosy – to inna sprawa. Koniec dygresji. W każdym razie Andrzej Czuma został ministrem Sprawiedliwości. Jego pierwsze spotkanie rodziną PP. Olewników trwało dłużej niż z jego poprzednikiem na stanowisku ministra (na co zwróciła uwagę Janina Paradowska). Na stanowisko ministra przyszedł człowiek bez doświadczenia, bez programu. Donald Tusk wyrządził krzywdę posłowi Czumie mianując go ministrem. W ciągu kilku dni Czuma popełniał gafę za gafą. Powiedział, że w Polsce jest 6 tys. prokuratorów, ale jedna czwarta z nich zajmuje się walką z przestępczością. Zdradził, że polski wywiad znał nazwiska i krewnych bandytów z Pakistanu, i ze cieszą się oni poparciem w rządzie. Wreszcie Czuma wprowadził do ministerstwa jako społecznego doradcę – swojego syna! To już jest na prawdę curiosum. Jeżeli syn jest zdolny i mądry, to przecież znajdzie sobie bez problemu zajęcie, a innych doradców nie brak.
No i wreszcie ta bomba, którą ujawniła „Polityka” – Czuma jako kłopotliwy dłużnik, który latami ociągał się ze spłacaniem wierzytelności, do tego stopnia, że miał sprawy w sądach. Nie dajcie sobie wmówić, że to jest normalne i częste, bo w Ameryce ludzie żyją na kredyt. Spędziłem w USA w sumie 7 lat, byłem redaktorem na czele zespołu, byli w nim ludzie, którzy spłacali kredyty (np. za studia), mieli kłopoty finansowe, ale nie w sądach! W sumie – nominacja Andrzeja Czumy okazała się jego kompromitacją i wpadką premiera Tuska. Premier się przeliczył, że etos zastąpi Czumie umiar i rozsądek. Niestety, stało się inaczej. Zmiana na stanowisku ministra Sprawiedliwości to najpoważniejszy dotychczas błąd premiera Tuska. Błąd, z którego trudno się wycofać. Bracia Kaczyńscy zobaczyli światło w tunelu.
Jest jedno, co łączy obu bohaterów dnia - Czumę i Rokitę: brak powagi. Poważny minister nie ukrywa przed premierem swoich zaszłości finansowych, nie mówi głupstw ani nie wprowadza syna na doradcę. Poważny premier nie daje się nabrać. Poważny polityk, za jakiego pragnął uchodzić Jan Maria Rokita, nie szarpie się ze stewardesą. Owszem, stewardesy bywają nieprzyjemne (wiem to z własnych obserwacji), Niemcy potrafią być służbistami, ale do tanga trzeba dwojga. Poważny człowiek pomyśli, że stewardesa jest nieuprzejma, ale ileż to razy w życiu zetknęliśmy się z nieuprzejmą obsługą – zwłaszcza my, wychowani w PRL? To jest trochę tak, jak z prowadzeniem samochodu. Kiedy ktoś zajeżdża nam drogę, to albo mu ustąpimy, zaklniemy pod nosem i jedziemy dalej, albo trąbimy, wymyślamy i wygrażamy, czyniąc nieprzystojne gesty. Nie wierzę, że na grzecznego i potulnego Rokitę rzuciła się niemiecka policja. Najlepiej by było, gdyby w samolocie była kamera i wszystko zostało nagrane.
Dalszy ciąg był równie żenujący, Rokita stawiał opór, a policja się nie patyczkowała, gdyż nie zajrzała do Wikipedii i nie wiedziała, z kim ma do czynienia – z publicystą i z posłanką! Rokita się opierał, ponieważ nie wyobrażał sobie, że może zostać potraktowany niesprawiedliwie, jak byle kto. Polscy politycy pospieszyli z odsieczą: „Nie może być poniewierany Polak! Policja lżyła Polaka, to jest nas – Polaków” – mówili. „Jestem w ostrym konflikcie z państwem niemieckim” – stwierdził Rokita. A Kamil Durczok z cała powagą pytał, czy Rokita oczekuje reakcji polskich władz. Z odsieczą pospieszył nawet poseł Palikot, który miał podobny incydent i wzywał do bojkotu Lufthansy. Ale nie zapominajmy, kim jest poseł Palikot. Ten jest w silnym konflikcie nawet z prezydentem, którego nazwał „chamem” i z jego bratem, któremu zaglądał do łóżka. I znów – można to i owo myśleć, ale niekoniecznie ubliżać.
Moim zdaniem, gdyby obaj politycy odkładali płaszcze tam, gdzie wszyscy pasażerowie, i mieli ego nie większe niż inni, to do wybuchu kolejnej wojny polsko – niemieckiej by nie doszło.
Polityka
Daniel Passent
Minister na debecie 2
Wszystkie informacje, które podawałem w swoim tekście znalazły potwierdzenie; doszły jeszcze dodatkowe fakty i szczegóły, obrazujące historię amerykańskich kłopotów obecnego ministra.
Mój artykuł, a właściwie informację, pt. "Minister na debecie" Andrzej Czuma i jego syn Krzysztof określali początkowo jako „oszczerstwo" (syn był zresztą bardziej radykalny), dopiero na środowej konferencji prasowej minister sprawiedliwości przyznał, że dziennikarze maja prawo, a nawet powinność, prześwietlać życiorysy polityków. To już jakiś postęp. Zresztą, w kolejnych publikacjach innych mediów, właściwie wszystkie informacje, które podawałem w swoim tekście znalazły potwierdzenie; doszły jeszcze dodatkowe fakty i szczegóły, obrazujące historię amerykańskich kłopotów obecnego ministra.
Pan Minister, w pierwszych zdawkowych jeszcze reakcjach, odpowiadał, że wszystkie długi spłacił, więc w zasadzie nie ma sprawy. Otóż, w moim przekonaniu, nie o niespłacone długi tutaj chodzi. Rzecz w tym, że obecny polski minister sprawiedliwości był bardzo nierzetelnym dłużnikiem, zaciągał pożyczki w instytucjach finansowych, nie mając możliwości ich spłaty, pożyczał także pieniądze u prywatnych osób. Te osoby mu ufały i zostały przez Andrzeja Czumę, jak twierdzą, oszukane. To nawet nie to, że minister Czuma nie mógł im zwrócić pieniędzy, bo to się może zdarzyć, ale ich zwodził, zastraszał (tak mówią), kręcił, nie odbierał od nich korespondencji. Dopiero przymuszony przez sąd regulował płatności. Nie wiem, czy stwierdzenie, „regulował" nie jest w tym wypadku nadużyciem. Bo przecież w dwóch znanych wypadkach prywatnych pożyczek, nawet po wyrokach sądowych Andrzej Czuma dobrowolnie nie chciał oddać pieniędzy. Mieczysław Klasa ściągał należność przez prawie 4 lata za pośrednictwem adwokata. A Alicja Jonik doprowadziła, że dług został wpisany na hipotekę domu Czumy. Pieniądze odzyskała również po 4 latach, gdy dom został sprzedany, a długi urzędowo ściągnięte. Co to było: lekkomyślne podejmowanie zobowiązań, zanik realizmu w planowaniu własnych finansów, wykorzystywanie znajomych? Każdy może wpaść w kłopoty ,ale sposób, w jaki sobie z nimi radzimy, wiele mówi o ludziach. A przecież, słyszeliśmy, jedną z głównych kwalifikacji Andrzeja Czumy do stanowiska ministra sprawiedliwości miała być krystaliczna uczciwość.
Na dzień przed opublikowaniem tekstu w Tygodniku „Polityka" poinformowaliśmy ministra Czumę, że - nie wstrzymując publikacji materiału, opartego na dokumentach i potwierdzonych relacjami zainteresowanych - oddajemy nasze łamy by mógł obszernie odpowiedzieć na zarzuty, bo ze względu na jego funkcję państwową wyjaśnienia powinny być dokładne i publiczne. Dotychczas Andrzej Czuma nie odpowiedział na to zaproszenie, ale cieszymy się, że na konferencji prasowej, już po rozmowie z premierem, przedstawił swoja wersję wydarzeń. Niestety, w tej relacji, znajdujemy nowe niejasności. Oto drobne przykłady.
Skoro dziś Andrzej Czuma, mówi, że w sporze z Mieczysławem Klasą chodziło nie o pożyczkę, tylko o prowizję za sprzedany dom, który Czuma uznał za wadliwy, to dlaczego, kiedyś w sądzie mówił coś zupełnie innego?
Dzięki temu, że zachowały się dokumenty tej sprawy wiemy znacznie więcej. Wiemy, że w sądzie Andrzej Czuma nie wspominał ani o wadliwym piecu, ani o spornej prowizji. Na pewno by o tym wspomniał, gdyż była to okoliczność łagodząca. Wtedy jednak mówił, że pieniądze od Klasy pożyczył i przyznał, że nie wszystko mu oddał. Nie jest prawdą, jak zapewniał w środę minister Czuma, że nie toczyły się przeciwko niemu żadne inne sprawy przed sądami USA, niż te opisane już przez prasę.
W roku 1990 w sądzie karnym w Chicago toczyła się przeciwko Andrzejowi Czumie sprawa karna. O tej sprawie minister Czuma powinien przecież pamiętać, ponieważ został po 10 rozprawach uniewinniony. Pozostaje niewyjaśniona sprawa zadłużenia z karty kredytowej (pisze o tym Gazeta Wyborcza), o której Andrzej Czuma mówi, że nie należała do niego, choć zebrane przez dziennikarzy informacje świadczą o czymś przeciwnym... (szerzej w PS)
Naprawdę, nie mamy żadnej intencji „czepiania się" ministra, nie pracujemy na niczyje zlecenie, nie jesteśmy marionetką w rękach „małpiarni z Chicago". Chcemy wiedzieć kim jest nowy szef polskiego aparatu sprawiedliwości, jaki jest jego stosunek do prawa, do własnych zobowiązań i słów, do ludzi, czy potrafi kierować wielką instytucją, a wreszcie - jaki jest jego stosunek do wymiaru sprawiedliwości, choćby w innym kraju? Syn pana ministra grozi nam procesem karnym i trzema latami więzienia. Przyjmujemy te słowa - że zacytuję -„z zażenowaniem i smutkiem".
Cezary Łazarewicz
Polityka
Mój artykuł, a właściwie informację, pt. "Minister na debecie" Andrzej Czuma i jego syn Krzysztof określali początkowo jako „oszczerstwo" (syn był zresztą bardziej radykalny), dopiero na środowej konferencji prasowej minister sprawiedliwości przyznał, że dziennikarze maja prawo, a nawet powinność, prześwietlać życiorysy polityków. To już jakiś postęp. Zresztą, w kolejnych publikacjach innych mediów, właściwie wszystkie informacje, które podawałem w swoim tekście znalazły potwierdzenie; doszły jeszcze dodatkowe fakty i szczegóły, obrazujące historię amerykańskich kłopotów obecnego ministra.
Pan Minister, w pierwszych zdawkowych jeszcze reakcjach, odpowiadał, że wszystkie długi spłacił, więc w zasadzie nie ma sprawy. Otóż, w moim przekonaniu, nie o niespłacone długi tutaj chodzi. Rzecz w tym, że obecny polski minister sprawiedliwości był bardzo nierzetelnym dłużnikiem, zaciągał pożyczki w instytucjach finansowych, nie mając możliwości ich spłaty, pożyczał także pieniądze u prywatnych osób. Te osoby mu ufały i zostały przez Andrzeja Czumę, jak twierdzą, oszukane. To nawet nie to, że minister Czuma nie mógł im zwrócić pieniędzy, bo to się może zdarzyć, ale ich zwodził, zastraszał (tak mówią), kręcił, nie odbierał od nich korespondencji. Dopiero przymuszony przez sąd regulował płatności. Nie wiem, czy stwierdzenie, „regulował" nie jest w tym wypadku nadużyciem. Bo przecież w dwóch znanych wypadkach prywatnych pożyczek, nawet po wyrokach sądowych Andrzej Czuma dobrowolnie nie chciał oddać pieniędzy. Mieczysław Klasa ściągał należność przez prawie 4 lata za pośrednictwem adwokata. A Alicja Jonik doprowadziła, że dług został wpisany na hipotekę domu Czumy. Pieniądze odzyskała również po 4 latach, gdy dom został sprzedany, a długi urzędowo ściągnięte. Co to było: lekkomyślne podejmowanie zobowiązań, zanik realizmu w planowaniu własnych finansów, wykorzystywanie znajomych? Każdy może wpaść w kłopoty ,ale sposób, w jaki sobie z nimi radzimy, wiele mówi o ludziach. A przecież, słyszeliśmy, jedną z głównych kwalifikacji Andrzeja Czumy do stanowiska ministra sprawiedliwości miała być krystaliczna uczciwość.
Na dzień przed opublikowaniem tekstu w Tygodniku „Polityka" poinformowaliśmy ministra Czumę, że - nie wstrzymując publikacji materiału, opartego na dokumentach i potwierdzonych relacjami zainteresowanych - oddajemy nasze łamy by mógł obszernie odpowiedzieć na zarzuty, bo ze względu na jego funkcję państwową wyjaśnienia powinny być dokładne i publiczne. Dotychczas Andrzej Czuma nie odpowiedział na to zaproszenie, ale cieszymy się, że na konferencji prasowej, już po rozmowie z premierem, przedstawił swoja wersję wydarzeń. Niestety, w tej relacji, znajdujemy nowe niejasności. Oto drobne przykłady.
Skoro dziś Andrzej Czuma, mówi, że w sporze z Mieczysławem Klasą chodziło nie o pożyczkę, tylko o prowizję za sprzedany dom, który Czuma uznał za wadliwy, to dlaczego, kiedyś w sądzie mówił coś zupełnie innego?
Dzięki temu, że zachowały się dokumenty tej sprawy wiemy znacznie więcej. Wiemy, że w sądzie Andrzej Czuma nie wspominał ani o wadliwym piecu, ani o spornej prowizji. Na pewno by o tym wspomniał, gdyż była to okoliczność łagodząca. Wtedy jednak mówił, że pieniądze od Klasy pożyczył i przyznał, że nie wszystko mu oddał. Nie jest prawdą, jak zapewniał w środę minister Czuma, że nie toczyły się przeciwko niemu żadne inne sprawy przed sądami USA, niż te opisane już przez prasę.
W roku 1990 w sądzie karnym w Chicago toczyła się przeciwko Andrzejowi Czumie sprawa karna. O tej sprawie minister Czuma powinien przecież pamiętać, ponieważ został po 10 rozprawach uniewinniony. Pozostaje niewyjaśniona sprawa zadłużenia z karty kredytowej (pisze o tym Gazeta Wyborcza), o której Andrzej Czuma mówi, że nie należała do niego, choć zebrane przez dziennikarzy informacje świadczą o czymś przeciwnym... (szerzej w PS)
Naprawdę, nie mamy żadnej intencji „czepiania się" ministra, nie pracujemy na niczyje zlecenie, nie jesteśmy marionetką w rękach „małpiarni z Chicago". Chcemy wiedzieć kim jest nowy szef polskiego aparatu sprawiedliwości, jaki jest jego stosunek do prawa, do własnych zobowiązań i słów, do ludzi, czy potrafi kierować wielką instytucją, a wreszcie - jaki jest jego stosunek do wymiaru sprawiedliwości, choćby w innym kraju? Syn pana ministra grozi nam procesem karnym i trzema latami więzienia. Przyjmujemy te słowa - że zacytuję -„z zażenowaniem i smutkiem".
Cezary Łazarewicz
Polityka
"Polityka": dowód na to, że Czuma nie spłacił długów
Nie jest prawdą, jak twierdzi minister sprawiedliwości, że po sprzedaży domu w 2005 roku spłacił on wszystkie chicagowskie długi - pisze "Polityka".
Wiadomo to z dokumentów sprawy w Cook County. W wykazie długów spłaconych po sprzedaży domu nie ma informacji o spłaceniu karty kredytowej w wysokości 7107 dolarów.Gdyby ta kwota została spłacona, po sprzedaży domu, to korporacja Colonial Credit nie wytoczyłaby sprawy Andrzejowi Czumie. Taka sprawa trafiła do sądu Cook County 28 listopada 2006 roku, a więc gdy nie było go już w Chicago.
- To nie jest mój dług - powiedział minister dziennikarzom i tłumaczył, że to nie chodzi o jego kartę kredytową i jest to przypadkowa zbieżność imion i nazwisk.
Margaret Bennet, prawniczka z Chicago, mówi, że dość łatwo sprawdzić, czy w sprawie Colonial Credit przeciwko Andrzejowi Czumie z listopada 2006 roku, chodzi o obecnego ministra sprawiedliwości.
By uniknąć takiej pomyłki, sądy amerykańskie przy nazwiskach oskarżonych podają unikalny numer ubezpieczenia i jest on zgodny z tym, który Andrzej Czuma podawał w innych sprawach.
To stuprocentowy dowód, że nie zapłacił on tych pieniędzy - mówi Bennet dla "Polityki".
Z dokumentów sprawy wynika, że chodzi o dług 6 392 dolarów o który już w marcu 2003 upominał się w sądzie Chase Manhattan Bank. A że bank nie mógł odzyskać też wierzytelnosci od Andrzeja Czumy sprzedał ją Colonial Credit. Jak mówi Bennet, gdyby należność ta została uregulowana powinno zostać to odnotowane w dokumencie orders entered, który jest zbiorczą informacją o przebiegu sprawy.
Tu ostatni wpis pochodzi z 28 listopada 2006 roku. Z informacji wpisanych przez sędziego Sanjay T.Taylora wynika, że nie udało się odnaleźć Andrzeja Czumy, a jego pracodawca, czyli Czuma Radio, nie ma pieniędzy by pokryć zadłużenie. Bez słowa o spłacie kredytu - pisze "Polityka".
Polityka, www.onet.pl
Wiadomo to z dokumentów sprawy w Cook County. W wykazie długów spłaconych po sprzedaży domu nie ma informacji o spłaceniu karty kredytowej w wysokości 7107 dolarów.Gdyby ta kwota została spłacona, po sprzedaży domu, to korporacja Colonial Credit nie wytoczyłaby sprawy Andrzejowi Czumie. Taka sprawa trafiła do sądu Cook County 28 listopada 2006 roku, a więc gdy nie było go już w Chicago.
- To nie jest mój dług - powiedział minister dziennikarzom i tłumaczył, że to nie chodzi o jego kartę kredytową i jest to przypadkowa zbieżność imion i nazwisk.
Margaret Bennet, prawniczka z Chicago, mówi, że dość łatwo sprawdzić, czy w sprawie Colonial Credit przeciwko Andrzejowi Czumie z listopada 2006 roku, chodzi o obecnego ministra sprawiedliwości.
By uniknąć takiej pomyłki, sądy amerykańskie przy nazwiskach oskarżonych podają unikalny numer ubezpieczenia i jest on zgodny z tym, który Andrzej Czuma podawał w innych sprawach.
To stuprocentowy dowód, że nie zapłacił on tych pieniędzy - mówi Bennet dla "Polityki".
Z dokumentów sprawy wynika, że chodzi o dług 6 392 dolarów o który już w marcu 2003 upominał się w sądzie Chase Manhattan Bank. A że bank nie mógł odzyskać też wierzytelnosci od Andrzeja Czumy sprzedał ją Colonial Credit. Jak mówi Bennet, gdyby należność ta została uregulowana powinno zostać to odnotowane w dokumencie orders entered, który jest zbiorczą informacją o przebiegu sprawy.
Tu ostatni wpis pochodzi z 28 listopada 2006 roku. Z informacji wpisanych przez sędziego Sanjay T.Taylora wynika, że nie udało się odnaleźć Andrzeja Czumy, a jego pracodawca, czyli Czuma Radio, nie ma pieniędzy by pokryć zadłużenie. Bez słowa o spłacie kredytu - pisze "Polityka".
Polityka, www.onet.pl
2009/02/10
Minister na debecie
"Polityka" dowiedziała się, że za ministrem sprawiedliwości Andrzejem Czumą ciągną się długi, w które popadł mieszkając w USA
Gdy w Warszawie pod koniec stycznia ogłaszano nominację Andrzeja Czumy na ministra sprawiedliwości, do programów radiowych w Chicago zaczęli dzwonić ludzie, którzy twierdzili, że zostali w przeszłości przez niego oszukani. – W związku z tym, że dokumenty sądowe są powszechnie dostępne, wiemy, że w sądzie Cook County w Illinois zapadło kilkanaście wyroków przeciwko ministrowi – mówi dziennikarz polonijny Andrzej Jarmakowski. – Najwięcej spraw wytoczyły banki, którym minister nie spłacał zadłużenia z kart kredytowych.
Gdy 10 lat temu pojawiły się pierwsze pogłoski, że Andrzej Czuma mógłby zostać konsulem generalnym RP w Chicago, Mieczysław Klasa napisał list do redakcji „Dziennika Związkowego”: „Bardzo bym nie chciał, byśmy mieli takiego konsula. Z Czumą mam bardzo złe doświadczenia osobiste” – pisał 68-letni dziś Mieczysław Klasa, który ministra znał jeszcze z Polski jako niezłomnego opozycjonistę. W 1991 r. pożyczył mu na dwa dni 8 tys. dol., których Czuma, jak mówił, bardzo pilnie potrzebuje. – Pożyczyłem mu wtedy wszystko, co miałem – mówi Klasa, ale nie doczekał się zwrotu pieniędzy w terminie. Pisał w liście: „Po kilku tygodniach powiedział, że oddanie trochę się przeciągnie, a panienka, z którą mieszkał, wyprowadziła się od niego razem z moimi pieniędzmi. Dług zaczął oddawać w nieregularnych ratach, ale po paru miesiącach raty się skończyły. Moje ponaglenia spotkały się z próbami szantażu, groźbami pobicia przez nieznanych sprawców, dewastacji samochodu i troską o rzekomo nielegalny pobyt mojej żony w Stanach. Próby ugodowego załatwienia sprawy nie powiodły się, zawiadomiłem policję o pogróżkach i wystąpiłem na drogę sądową o zwrot pieniędzy”. – To szeryf, któremu powiedziałem o pogróżkach, poradził mi, że tylko przez sąd mogę odzyskać moje pieniądze – wspomina Klasa, któremu sąd w Illinois przyznał w 1993 r. zwrot brakujących 3,5 tys. dol. wraz z odsetkami. Klasa dodaje, że mimo prawomocnego wyroku Andrzej Czuma nadal uchylał się od spłacania pieniędzy, dlatego ich odzyskiwanie trwało jeszcze cztery lata. W ratach po 150 dol., które ściągane były za pośrednictwem adwokata.
Ale to nie jedyna sprawa, którą w sądzie Cook County stanu Illinois przegrał obecny minister sprawiedliwości. Dwa lata po wyroku w sprawie Klasy szpital Our Lady of the Resurrection Medical Center oskarżył Andrzeja Czumę i jego żonę Joannę, że uchylają się od spłacenia 3 tys. dol. za wykonane usługi medyczne. Mimo wezwań i ponagleń oskarżeni unikali płatności. W 2002 r. do sądu zaczęły zgłaszać się instytucje finansowe. Chodziło o niespłacane debety na koncie. Pierwszy oskarżenie przeciwko wydawcy złożył Capital One Bank, któremu Andrzej Czuma był winny 1383 dol. i przestał spłacać zadłużenie. W następnym roku podobny problem miał Chase Manhattan Bank. Oskarżył on Andrzeja Czumę, że zaciągając pożyczkę w wysokości 6292 dol. permanentnie uchylał się od jej spłaty, nie odpowiadał na monity sądowe, więc ostatnią możliwość odzyskania pieniędzy Bank widzi w wyroku sądowym.
Dwa ostatnie oskarżenia dotyczą 2005 r., gdy Andrzej Czuma ubiegał się o mandat posła z list PO. W maju 2005 r. oskarżenie przeciwko Czumie złożyła Colonial Credit Corporation. Korporacja oskarżyła Czumę, że naraził ją na straty w wysokości 7107 dol. Oskarżony robił zakupy, korzystając z karty kredytowej, ale jednocześnie zawiesił spłatę należności, a wezwania do zapłaty pozostały bez odpowiedzi. Poszkodowani informują również sąd, że są trudności z wręczeniem pozwu, gdyż oskarżony nie przebywa już pod wskazanym adresem.
Ostatnia sprawa dotyczy Alicji Jonik, właścicielki zakładu dentystycznego DentPol w Chicago, która oskarżyła obecnego ministra, że nie oddał jej prywatnej pożyczki w wysokości 2300 dol., zaciągniętej w kwietniu 2002 r.
Alicja Jonik pamięta, że Czuma zjawił się z bukietem kwiatów, prosząc o pieniądze. Powiedział, że jeśli nie zapłaci za wynajem czasu antenowego, jego audycja zniknie z eteru. Powiedział, że pieniądze zwróci za 2–3 dni.
– Ale potem chciał się wyłgać i gdy dowiedziałam się, że on notorycznie wykorzystuje takie sytuacje, po latach skierowałam sprawę do sądu – mówi Jonik. – Czułam się upokorzona, wykorzystana i oszukana.
Jej zdaniem szczególnie przykre było to, że Czuma próbował przekonać sąd, iż w ramach zwrotu pożyczki emitował spoty reklamowe gabinetu Jonik, co było nieprawdą. Utrzymywał, że jest bez środków do życia i może spłacać pożyczkę co najwyżej po 50 dol. miesięcznie.
Zasądzony dług, w wysokości 3305 dol., został wpisany na hipotekę domu Czumy i został spłacony w momencie sprzedaży.
Andrzej Jarmakowski mówi, że informacje o ministerialnej nominacji Andrzeja Czumy dotarły już do firm windykacyjnych. Jego zdaniem, jedna z amerykańskich firm zamierza prowadzić windykację ministra w Polsce.
Według Jarmakowskiego chodzi o 7 tys. dol., które chce od ministra odzyskać Chase Bank.
Cezary Łazarewicz
Polityka
Gdy w Warszawie pod koniec stycznia ogłaszano nominację Andrzeja Czumy na ministra sprawiedliwości, do programów radiowych w Chicago zaczęli dzwonić ludzie, którzy twierdzili, że zostali w przeszłości przez niego oszukani. – W związku z tym, że dokumenty sądowe są powszechnie dostępne, wiemy, że w sądzie Cook County w Illinois zapadło kilkanaście wyroków przeciwko ministrowi – mówi dziennikarz polonijny Andrzej Jarmakowski. – Najwięcej spraw wytoczyły banki, którym minister nie spłacał zadłużenia z kart kredytowych.
Gdy 10 lat temu pojawiły się pierwsze pogłoski, że Andrzej Czuma mógłby zostać konsulem generalnym RP w Chicago, Mieczysław Klasa napisał list do redakcji „Dziennika Związkowego”: „Bardzo bym nie chciał, byśmy mieli takiego konsula. Z Czumą mam bardzo złe doświadczenia osobiste” – pisał 68-letni dziś Mieczysław Klasa, który ministra znał jeszcze z Polski jako niezłomnego opozycjonistę. W 1991 r. pożyczył mu na dwa dni 8 tys. dol., których Czuma, jak mówił, bardzo pilnie potrzebuje. – Pożyczyłem mu wtedy wszystko, co miałem – mówi Klasa, ale nie doczekał się zwrotu pieniędzy w terminie. Pisał w liście: „Po kilku tygodniach powiedział, że oddanie trochę się przeciągnie, a panienka, z którą mieszkał, wyprowadziła się od niego razem z moimi pieniędzmi. Dług zaczął oddawać w nieregularnych ratach, ale po paru miesiącach raty się skończyły. Moje ponaglenia spotkały się z próbami szantażu, groźbami pobicia przez nieznanych sprawców, dewastacji samochodu i troską o rzekomo nielegalny pobyt mojej żony w Stanach. Próby ugodowego załatwienia sprawy nie powiodły się, zawiadomiłem policję o pogróżkach i wystąpiłem na drogę sądową o zwrot pieniędzy”. – To szeryf, któremu powiedziałem o pogróżkach, poradził mi, że tylko przez sąd mogę odzyskać moje pieniądze – wspomina Klasa, któremu sąd w Illinois przyznał w 1993 r. zwrot brakujących 3,5 tys. dol. wraz z odsetkami. Klasa dodaje, że mimo prawomocnego wyroku Andrzej Czuma nadal uchylał się od spłacania pieniędzy, dlatego ich odzyskiwanie trwało jeszcze cztery lata. W ratach po 150 dol., które ściągane były za pośrednictwem adwokata.
Ale to nie jedyna sprawa, którą w sądzie Cook County stanu Illinois przegrał obecny minister sprawiedliwości. Dwa lata po wyroku w sprawie Klasy szpital Our Lady of the Resurrection Medical Center oskarżył Andrzeja Czumę i jego żonę Joannę, że uchylają się od spłacenia 3 tys. dol. za wykonane usługi medyczne. Mimo wezwań i ponagleń oskarżeni unikali płatności. W 2002 r. do sądu zaczęły zgłaszać się instytucje finansowe. Chodziło o niespłacane debety na koncie. Pierwszy oskarżenie przeciwko wydawcy złożył Capital One Bank, któremu Andrzej Czuma był winny 1383 dol. i przestał spłacać zadłużenie. W następnym roku podobny problem miał Chase Manhattan Bank. Oskarżył on Andrzeja Czumę, że zaciągając pożyczkę w wysokości 6292 dol. permanentnie uchylał się od jej spłaty, nie odpowiadał na monity sądowe, więc ostatnią możliwość odzyskania pieniędzy Bank widzi w wyroku sądowym.
Dwa ostatnie oskarżenia dotyczą 2005 r., gdy Andrzej Czuma ubiegał się o mandat posła z list PO. W maju 2005 r. oskarżenie przeciwko Czumie złożyła Colonial Credit Corporation. Korporacja oskarżyła Czumę, że naraził ją na straty w wysokości 7107 dol. Oskarżony robił zakupy, korzystając z karty kredytowej, ale jednocześnie zawiesił spłatę należności, a wezwania do zapłaty pozostały bez odpowiedzi. Poszkodowani informują również sąd, że są trudności z wręczeniem pozwu, gdyż oskarżony nie przebywa już pod wskazanym adresem.
Ostatnia sprawa dotyczy Alicji Jonik, właścicielki zakładu dentystycznego DentPol w Chicago, która oskarżyła obecnego ministra, że nie oddał jej prywatnej pożyczki w wysokości 2300 dol., zaciągniętej w kwietniu 2002 r.
Alicja Jonik pamięta, że Czuma zjawił się z bukietem kwiatów, prosząc o pieniądze. Powiedział, że jeśli nie zapłaci za wynajem czasu antenowego, jego audycja zniknie z eteru. Powiedział, że pieniądze zwróci za 2–3 dni.
– Ale potem chciał się wyłgać i gdy dowiedziałam się, że on notorycznie wykorzystuje takie sytuacje, po latach skierowałam sprawę do sądu – mówi Jonik. – Czułam się upokorzona, wykorzystana i oszukana.
Jej zdaniem szczególnie przykre było to, że Czuma próbował przekonać sąd, iż w ramach zwrotu pożyczki emitował spoty reklamowe gabinetu Jonik, co było nieprawdą. Utrzymywał, że jest bez środków do życia i może spłacać pożyczkę co najwyżej po 50 dol. miesięcznie.
Zasądzony dług, w wysokości 3305 dol., został wpisany na hipotekę domu Czumy i został spłacony w momencie sprzedaży.
Andrzej Jarmakowski mówi, że informacje o ministerialnej nominacji Andrzeja Czumy dotarły już do firm windykacyjnych. Jego zdaniem, jedna z amerykańskich firm zamierza prowadzić windykację ministra w Polsce.
Według Jarmakowskiego chodzi o 7 tys. dol., które chce od ministra odzyskać Chase Bank.
Cezary Łazarewicz
Polityka
Subskrybuj:
Posty (Atom)