2007/07/31

Miejskie posady dla ludzi Platformy

Miejska spółka Gminna Gospodarka Komunalna Ochota ma nowego prezesa. Z Platformy Obywatelskiej. Zmieni się też zarząd w Pałacu Kultury i Nauki. Na osoby rekomendowane przez PO i LiD.
Prezydent Warszawy wymieniła już większość przedstawicieli w radach nadzorczych oraz częściowo zarządy. Teraz szykuje się kolejna fala roszad personalnych w przedsiębiorstwach, które są własnością stołecznego samorządu.
Dotychczasowy prezes GGKO pożegnał się ze stanowiskiem, ponieważ - jak informuje rzecznik ratusza - zaczął pracę w spółce Skarbu Państwa i nie poinformował o tym we właściwy sposób urzędu miasta. Nowym został 33-letni Rafał Krzemień, specjalista od kontroli i audytu, były pracownik Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Jest członkiem PO.
Nową szefową PKiN miałaby zostać znajoma Hanny Gronkiewicz-Waltz Ewa Kawecka-Włodarczyk, była szefowa Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Stanowisko jej zastępcy przypadłoby wskazanemu przez LiD Andrzejowi Siezieniewskiemu. Oboje na razie nie wyrazili formalnie zgody na objęcie posad.
Posiedzenie rady nadzorczej PKiN zaplanowane jest na koniec sierpnia. Obecny prezes Lech Isakiewicz jest w wieku przedemerytalnym i najprawdopodobniej pozostanie w zarządzie spółki.
Autor:ikr
Źródło: Rzeczpospolita

2007/07/28

Pałac kultury będzie miał nowego szefa

Personalna roszada w PKiN - prezesem ma zostać Ewa Kawecka-Włodarczak, która trafia do samorządu z bankowości. Jej zastępcą - Andrzej Siezieniewski, szef Polskiego Radia za czasów SLD. Konkursu nie było, za to rekomendacje polityczne PO i SLD.
Jak mówi obecny prezes PKiN Lech Isakiewicz, który dostał posadę w czasie rządów PiS, rządząca dziś Warszawą koalicja PO-LiD interesuje się spółką od dawna.
- Jestem świadom tego, że od kilku miesięcy ze strony PO są wywierane naciski na panią prezydent - mówi prezes.
Do roszady ma dojść w sierpniu. Wtedy zbierze się rada nadzorcza spółki. Ponieważ nie ma obowiązku przeprowadzenia konkursu, wybierze nowy zarząd rekomendowany przez polityków.
Skąd takie zainteresowanie posadami w PKiN? - To miejsce wyjątkowe. Często występuje w mediach, a przez to funkcjonuje w życiu publicznym. Prezesura to dobra odskocznia od kariery politycznej - uważa Isakiewicz.
To nie moja koleżanka
Hanna Gronkiewicz-Waltz obecnego prezesa określa jako "dobrego administratora". Ale, jak mówi PKiN, przynosi rocznie 20 mln zł strat. - Potrzebuję stratega z wizją - tłumaczy.
Taką osobą ma być Ewa Kawecka-Włodarczak, do kwietnia szefowa Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. - Pani Kawecka zajmowała się tam oceną restrukturyzacji banków. W branży jest od lat. Na początku lat 90. prezesowała bankowi PBK - mówi Hanna Gronkiewicz-Waltz.
Kawecka ma jeszcze jeden atut: - Pałac zna jako klient, bo Fundusz gwarancyjny wynajmował w budynku biura - mówi prezydent.
Jak niesie kuluarowa wieść, obsadą PKiN interesował się sekretarz generalny PO Grzegorz Schetyna. Miał swoich kandydatów m.in. Sławomira Majmana, prezesa firmy, która wynajmuje powierzchnie targowe w PKiN i jest od lat największym klientem spółki. Wybór Kaweckiej to autorski pomysł prezydent Warszawy, którym ponoć zaskoczyła swoją partię.
Według moich rozmówców obie panie są zaprzyjaźnione: działały w Odnowie w Duchu Świętym.
- To było kółko różańcowe pracowników sektora bankowego - kpi Gronkiewicz-Waltz. - A poważnie: pani Ewa Kawecka nie jest moją koleżanką, znam ją zawodowo od czasów mojej prezesury w NBP.
Zaprzecza też konfliktowi w partii. - Różne osoby składały życiorysy, ale wybierając tę kandydaturę, nie jestem przeciwko panu Schetynie. Koledzy z kierownictwa PO wiedzą o moich planach i całkowicie je akceptują - zapewnia.
Promocja zabytku
Mniej emocji okazuje LiD. - Naszym kandydatem jest Andrzej Siezieniewski - przyznaje Tomasz Sybilski, szef warszawskiego SLD. Mówi, że go nie zgłaszał, ale słyszał o tym, że ma pojawić się w PKiN.
Hanna Gronkiewicz-Waltz wyjaśnia, że szykowany na wiceprezesa Siezieniewski jako człowiek od lat związany z mediami ma promować Pałac: - PKiN jako obiekt wpisany do rejestru zabytków tego potrzebuje.
Ostatnią państwową posadą Siezieniewskiego była prezesura Polskiego Radia. Tę posadę dostał z rekomendacji SLD, a dymisję - w czerwcu 2006 r. od PiS.
Jak tłumaczy mi Sybilski, trafił do puli kandydatów, których na różne stanowiska wysyła SLD. Ale nie ma legitymacji partyjnej. Przekonuje, że choć na stanowisko szefa miejskiej spółki nie rozpisano konkursu, na rynku było wiadomo, że szykują się zmiany.
Tłumaczy, że te być muszą - Pani prezydent i tak robi je rzadko - zauważa. - Do spółek nie przychodzą ludzie z mleczarni tylko z kwalifikacjami. Przypominam, że kiedy nastał PiS, wymieniono 100 proc. władz spółek - wyjaśnia.
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
Autor: Iwona Szpala

2007/07/25

Jak PO rozdaje stanowiska na Mazowszu

- To nie jest PRL, bo wtedy partyjna nomenklatura decydowała o obsadzie stanowisk także w gospodarce i mediach. A dziś mamy ją tylko w urzędach - mówi Jacek Kozłowski (PO), wicemarszałek województwa mazowieckiego pytany, dlaczego stanowiska w urzędzie marszałkowskim podzielono według politycznego klucza.
Dotąd za partię, która konsekwentnie i bezwzględnie przydzielała stanowiska tylko swoim ludziom, uchodził PSL. Po zakończonej właśnie reorganizacji urzędu marszałkowskiego okazuje się, że po sprawdzone przez ludowców metody sięgnęła mazowiecka PO.

W kontrolowanym przez koalicję PO-PSL urzędzie marszałkowskim aż roi się od radnych i działaczy partii Tuska.
Zatrudnione są całe rodziny. Krzysztof Łaptaszyński, były asystent Pawła Piskorskiego i działacz śródmiejskiej PO, ma w urzędzie marszałkowskim posadę wiceszefa departamentu organizacji i nadzoru. Jego żona Joanna, działaczka wolskiej PO, pracuje w podlegającej marszałkowi jednostce wdrażania projektów unijnych.
Tu również znalazła zatrudnienie warszawska radna PO Maria Łukaszewicz. Radnymi PO jest też szef departamentu edukacji i wiceszef departamentu zdrowia.
W podlegającej marszałkowi Agencji Rozwoju Mazowsza odnajdujemy ochockiego radnego PO Lecha Baryckiego. Kieruje komórką zajmującą się inwestycjami w ramach oartnerstwa publiczno-prywatnego. Sęk w tym, że w tej formie żadnej budowy się nie prowadzi, bo jak sam Barycki mówi, nie ma pozwalających na to przepisów.
- Ale jestem do tej pracy doskonale przygotowany. Prowadziłem prywatną firmę o tym profilu - mówi Barycki. Przyznaje, że z wykształcenia jest historykiem po Akademii Obrony Narodowej, a konkursu na zajmowane przez niego stanowisko nie było.
Zając zatrudnił Wędzonkę
Szefową radomskiej filii wojewódzkiego urzędu pracy nadzorowanej przez urząd marszałkowski jest Elżbieta Wędzonka, żona wiceszefa rady miejskiej w Radomiu i członka zarządu radomskiej PO.
Choć nie miała żadnego doświadczenia w tej dziedzinie, dostała dyrektorskie stanowisko. Zarabia ok. 5 tys. zł.
- Doświadczenie zdobywam. A pracę dostałam, bo jako kierownik działu w przedsiębiorstwie państwowym kierowałam grupą ludzką - przekonuje Wędzonka. I żali się: - To, że mój mąż jest członkiem PO, to nieszczęście. Nie podoba mi się upolitycznienie służb. Cóż, takie czasy.
Wędzonkę zatrudnił Tadeusz Zając, szef Wojewódzkiego Urzędu Pracy (WUP) w Warszawie, aktywny działacz Platformy na Śródmieściu. WUP również podlega marszałkowi województwa mazowieckiego.
- O tym, że szukają kogoś do WUP, dowiedziałem się od kolegów z partii. Moje stanowisko jest uzależnione od wyników wyborów i umów koalicyjnych. Osobiście jestem zwolennikiem konkursów - mówi Zając (w WUP zarabia ok. 7 tys. zł, do dyspozycji ma samochód służbowy).
Polityka w ruchu drogowym
Dariusz Szczygielski z zarządu mazowieckiej PO został dyrektorem Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego (WORD) w Ciechanowie (zarabia ok. 6 tys. zł). WORD zajmuje się przeprowadzeniem egzaminów na prawo jazdy, szkoleniami drogowymi. Bezpośrednio podlega urzędowi marszałkowskiemu.
Gdy Szczygielski dostał pracę, nie miał ani wyższego doświadczenia, ani doświadczenia w branży. - Pracowałem z dziećmi, a w tej pracy wskazane jest doświadczenie pedagogiczne. Mam to co najważniejsze: jestem człowiekiem z wyobraźnią - chwali się Szczygielski.
Również Andrzej Szklarski, szef warszawskiego WORD, ma partyjną legitymację: działa w zarządzie mazowieckiej partii, był szefem sztabu PO w ostatnich wyborach samorządowych.
Również w Siedlcach szefem WORD jest działacz PO Jacek Sawicki. - Nie zarabiam wielkich pieniędzy. Dostaję 6 tys. zł. Z ruchem drogowym miałem do czynienia, bo pracowałem w siedleckim ratuszu w wydziale gospodarki komunalnej - mówi.
Urząd marszałkowski ma delegatury w byłych miastach wojewódzkich. I tu na stanowiskach kierowniczych odnajdujemy działaczy PO: w Radomiu Waldemara Kordzińskiego (pensja 5 tys. zł służbowy samochód), w Ostrołęce Mariusza Popielarza (pensja 4, 7 tys. zł), w Ciechanowie Piotra Wójcika (pensja 7 tys. zł.).- Konkursów na stanowiska w urzędzie marszałkowskim albo nie ma, albo są fikcyjne, bo rozstrzyga je zarząd województwa złożony z urzędników z rekomendacji PO i PSL - żalą się pracownicy Struzika.- Docierają do mnie informacje o tych nominacjach, ale przecież z tego, że ktoś należy do PO, nie można wyciągać wniosku, że będzie złym urzędnikiem - mówi Ewa Kopacz, szefowa mazowieckiej PO.
- Czy wśród 450 stanowisk kierowniczych podlegających urzędowi marszałkowskiemu jest choć jedno dane osobie bezpartyjnej? - pytamy wicemarszałka Kozłowskiego.- Tak, jest takie! Wiceszef w biurze kontroli - mówi. A jeszcze inne? - dopytujemy. - Nie pamiętam, ale zastanowię się - odpowiada wicemarszałek. I dodaje: - Poszła wieść, że bierzemy władzę w województwie, więc koledzy z PO przynoszą mi CV swoich znajomych, polecają. To naturalne.
Autor: Dominika Olszewska, Jan Fusiecki

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna

Platforma się kłóci, LiD atakuje Platformę

Weto LiD wobec decyzji prezydent stolicy o zmianie osoby nadzorującej budowę stadionu Legii jest pierwszym oficjalnym sprzeciwem warszawskiego koalicjanta PO.
Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz zakomunikowała kilka dni temu dyrektorowi Biura Sportu Wiesławowi Wilczyńskiemu, że nie będzie już nadzorował budowy stadionu przy ul. Łazienkowskiej. Zadanie to przejął wiceprezydent Jacek Wojciechowicz, który odpowiada za inwestycje w stolicy.
Policzek dla lewicy
Nie spodobało się to radnym LiD -Wilczyńskiego rekomendowała lewica, podobnie jak nadzorującego sprawy sportu wiceprezydenta Włodzimierza Paszyńskiego. Wojciechowicz zaś jest jedynym członkiem PO wśród zastępców prezydenta. Tymczasem inwestycja na Legii to projekt prestiżowy, zapowiadany w kampanii wyborczej i przez LiD, i PO.
Lewica potraktowała więc decyzję pani prezydent jako polityczny policzek i wotum nieufności. Po raz pierwszy od pół roku wspólnego rządzenia z PO LiD oficjalnie skrytykował działania ratusza. - Chcemy, by jak najszybciej został ogłoszony przetarg na stadion -oświadczył w rozmowie z "Rz" szef klubuLiD Tomasz Sybilski. - Dyrektor Wilczyński przygotowywał ten przetarg od początku i robił to dobrze, a takie nieuzasadnione roszady personalne spowodują, że budowa się opóźni.
Sybilski zapowiada, że radni LiD po wakacjach na pewno się nie zgodzą na przesunięcie 365 mln zł na stadion z budżetu Biura Sportu do Biura Inwestycji.
- Pani prezydent ma prawo do dowolnego podziału zadań wśród współpracowników - twierdzi wiceprezydent Wojciechowicz. - Kiedy koszt budowy stadionu na Legii wzrósł ze 180 do 365 mln zł, uznała, że ta inwestycja może przerosnąć Biuro Sportu i powinny się nią zająć służby inwestycyjne.
Wiceprezydent zapowiedział, że będzie się konsultował z dyrektorem Wilczyńskim. I zaznaczył, że przetargu na stadion i tak na razie ogłosić nie można, bo dopiero 15 sierpnia ma być gotowy projekt przygotowany przez ITI. - Nie ma też kosztorysu inwestorskiego. Najwcześniej więc będzie to możliwe pod koniec wakacji.
PO walczy o prestiż
Decyzja o zmianie osoby odpowiedzialnej za budowę stadionu wynika także z wewnętrznych tarć w warszawskiej Platformie. Działacze skupieni wokół posła PO Andrzeja Halickiego uważają, że partia powinna już teraz zadbać oswój wizerunek, by przed wyborami móc pochwalić się zrealizowanymi obietnicami, m.in. właśnie stadionem czy mostami. Więc te inwestycje od początku do końca powinny być pod nadzorem ludzi z PO.
Zdaniem niektórych działaczy Gronkiewicz-Waltz jest zbyt niezależna i przy wielu projektach nie podkreśla dostatecznie roli PO. -Ostatnio dochodziło na tym polu do ostrych starć między Halickim a prezydent - przyznaje radny PO. To było też częściowo przyczyną odwołania szefa Rady Warszawy Lecha Jaworskiego uchodzącego za"żołnierza" pani prezydent.
Mówi się, że po wakacjach personalne roszady czekają też sejmik mazowiecki. Z posadą wicemarszałka pożegnałby się kolejny bliski współpracownik Gronkiewicz-Waltz z kampanii wyborczej Jacek Kozłowski. Oficjalnie Platforma na razie nie potwierdza takich zamiarów.
Autor: Izabela Kraj
Źródło: Rzeczpospolita

2007/07/24

Sąd wstrzymuje reklamówkę PO

Sąd Okręgowy w Warszawie zakazał PO emisji spotu, w którym zestawiła zarobki szefów spółek skarbu państwa z nominacji PiS z pensjami lekarza i nauczycielki. W pozwie przeciwko PO wstrzymania spotu domagał się jeden z jego bohaterów - Andrzej Jaworski, prezes Stoczni Gdańsk. - Nikt nie ma prawa wykorzystywania czyjegoś wizerunku w reklamie bez jego zgody - argumentuje. Pod koniec czerwca złożył pozew o ochronę dóbr osobistych.
Sąd 12 lipca zakazał publikowania wizerunku Jaworskiego "w spotach reklamowych i innych materiałach o charakterze agitacji politycznej".
- Decyzja sądu jeszcze do nas nie dotarła - mówi Sławomir Nowak, poseł PO, współtwórca projektu reklamówki. - Nie jest to jednak dla nas cios - ta kampania została już zakończona. A o ostateczny wynik sprawy sądowej z panem Jaworskim jestem spokojny. Przegra, bo spot był konsultowany z prawnikami i niczyich dóbr osobistych nie narusza.
Reklamówka "Oszukali" nie jest już emitowana w telewizji, ale można ją wciąż znaleźć w internecie, choćby na stronie internetowej PO.
Autor: Mikołaj Chrzan
Źródło: Gazeta Wyborcza, Gdańsk

Starcie PO i LiD o stadion Legii

Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz odebrała szefowi Biura Sportu Wiesławowi Wilczyńskiemu (rekomendowanemu przez LiD) nadzór nad budową stadionu Legii.
Chce przekazać go wiceprezydentowi Jackowi Wojciechowiczowi (PO), bo on zajmuje się inwestycjami. Radni LiD uznali, że to policzek dla lewicy jako koalicjanta Platformy. Obawiają się, że PO nie będzie chciała dzielić się z LiD sukcesem budowy stadionu. Szef klubu radnych LiD Tomasz Sybilski wydał wczoraj oświadczenie, że lewica nie zgodzi się, by ponad 360 mln zł na Legię przenieść z budżetu biura sportu do kasy biura inwestycji.
Autor: ikr

Źródło: Rzeczpospolita

2007/07/23

Tysiąc złotych grzywny dla Gronkiewicz-Waltz

Prezydent Warszawy i była prezes NBP Hanna Gronkiewicz-Waltz odwoła się od wczorajszego werdyktu sądu, który ukarał ją tysiącem złotych grzywny za to, że nie przyszła na posiedzenie bankowej komisji śledczej.
Gronkiewicz-Waltz miała być przesłuchiwana w czerwcu. Posłów interesowała m.in. sprawa prywatyzacji Banku Śląskiego. Na posiedzenie nie przyszła, powołując się na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, który uznał, że komisja śledcza nie może badać działalności NBP. A - jak tłumaczy prezydent - cała jej wiedza wynika właśnie z faktu prezesowania tej instytucji.
Posłowie pod wodzą Adama Hofmana (PiS) okazali się nieugięci. Szef komisji zebrał kontropinie prawne i ogłosił, że prezydent Gronkiewicz-Waltz stawia się ponad prawem. Komisja przegłosowała wniosek do sądu o ukaranie b. prezes NBP grzywną.
Wczoraj sąd uznał czerwcową nieobecność Hanny Gronkiewicz-Waltz za nieusprawiedliwioną i wymierzył 1 tys. zł kary. Według sędziów czym innym jest niestawiennictwo przed komisją śledczą (według prawa każdy obywatel musi się stawić), a czym innym - odmowa złożenia zeznań z powołaniem się na odpowiednie przepisy.
- Jestem zdziwiona tą decyzją - mówi prezydent Warszawy. - Konstrukcję uzasadnienia uważam za nielogiczną. Według sądu powinnam przyjść i odmawiać zeznań - komentuje prezydent. Płacić nie zamierza, zapowiada odwołanie. Do czasu ostatecznego werdyktu sądu nie pojawi się także przed komisją śledczą.
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna

http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,4335665.html

2007/07/18

Platforma organizuje pogrzeby

Magdalena Rogozińska, członkini PO, radna Warszawy w poprzedniej kadencji, została prezesem stołecznej spółki, która zajmuje się pochówkami.
Chodzi o Miejskie Przedsiębiorstwo Usług Komunalnych. Jarosław Kochaniak, dyrektor biura nadzoru właścicielskiego, przyznaje, że działalność spółki jest rentowna. Dlaczego więc zmieniono jej władze?– Spada udział MPUK-u w rynku usług pogrzebowych. Uznaliśmy, że działania w kierunku zmiany tej sytuacji były mało dynamiczne – wyjaśnia dyrektor.
Czy łatwiej dostać pracę, jeśli jest się w Platformie? Zaprzecza temu zarówno dyrektor Kochaniak, jak i prezes Rogozińska. – To, że jestem członkiem PO, nie miało nic wspólnego z wybraniem mnie na prezesa MPUK-u – przekonuje Rogozińska. – Jestem prawnikiem z wykształcenia, przez siedem lat byłam menedżerem w różnego rodzaju spółkach, pracowałam jako dyrektor.

Nie chce jednak zdradzić, jaki ma pomysł na zarządzanie MPUK-iem. Ale podaje przykład spółki Farmacja Kolejowa, którą uratowała od upadku. – To jest sieć aptek. Dopiero kiedy zostałam jej prezesem, dowiedziałam się, jak poważne kłopoty ma ta firma. Ale się udało, wyprowadziłam ją na prostą – opowiada.
Rogozińska, obecnie członkini PO, była także w Unii Pracy i Socjaldemokracji Polskiej. Zapisana jest do koła Platformy na Ursynowie. Tej strukturze przewodzi poseł Andrzej Halicki, jeden z architektów zamiany na stanowisku przewodniczącego Rady Warszawy. Odwołanie z tej funkcji Lecha Jaworskiego, bardzo związanego z Hanną Gronkiewicz- Waltz, było komentowane jako próba sił między prezydent a jedną z silnych frakcji w PO. Partyjni koledzy Gronkiewicz-Waltz mieli jej za złe, że nie zatrudnia na stanowiskach swoich ludzi.
– W Platformie panuje z jednej strony głód stanowisk, a z drugiej tendencja do zatrudniania swoich – twierdzi z kolei Marek Makuch, szef klubu PiS w Radzie Warszawy. – Sprawa prezesury MPUK-u jest tego przykładem. Na takie stanowiska powinno się organizować konkursy. – Mam wrażenie, że gdy o pracy w MPUK-u rozmawiał ze mną dyrektor Kochaniak, nie wiedział nawet, że jestem w PO – twierdzi natomiast Rogozińska.
Autor: MOL
Źródło: Życie Warszawy
http://www.zw.com.pl/zw2/index.jsp?place=Lead04&&news_cat_id=245&news_id=164037&layout=1&forum_id=39997&page=text

2007/07/14

Gdzie rodzą się wg. PO prostytutki i złodzieje.

Ratusz wspiera kontrowersyjną wystawę
W rozbitych rodzinach wyrastają prostytutki, bezdomni i żebracy - ostrzega autor wystawy "Pro Memoria". I przy wsparciu władz Warszawy promuje na fortgrafiach rodziny pełne, zdrowe, wśród których odnajdujemy polityków PO i LPR.
Autorem wystawy zmontowanej w sali im. Gagarina w Pałacu Kultury jest Stefan Lewandowski, dr historii i były działacz PO. Słynie z takich aforyzmów: "Trudno o wiarygodnych polityków wśród wielokrotnych rozwodników", albo: "Gdy się rodzina rozpada, narodowi grozi zagłada". Swoje poglądy głosił na łamach gazetki "Goniec Warszawski" wydawanej przez Ligę Polskich Rodzin.
Dr Lewandowski kilka miesięcy temu mówił "Gazecie": - Warszawę ogarnia choroba rozwodów. W takich skażonych rodzinach wyrastają prostytutki, bezdomni i żebracy. Jestem za przywróceniem instytucji swata, który dobiera narzeczonych z tego samego kręgu. Związki międzynarodowe czy ludzi z różnych części Polski mają małe szanse przetrwania.
Wzorcowa posłanka
Pro Memoria ma przeciwdziałać "wiarołomstwu" promując rodziny wielopokoleniowe. W 2004 r. pod honorowym patronatem abp Sławoja Leszka Głódzia za pieniądze od ówczesnego prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego, Lewandowski zbudował kilkanaście metalowych stelaży z herbem. Na nich umieścił zdjęcia rodzin jego zdaniem wzorowych, czyli pełnych.
Na fotografiach są np. rodziny Antoniego Guta, byłego radnego LPR i posłanki PO Joanny Fabisiak, jednej z najbliższych współpracowniczek Hanny Gronkiewicz-Waltz (PO), prezydent Warszawy. Ekspozycja od półtora roku jeździ po stołecznych parafiach i domach kultury. Teraz przygarnął ją ratusz. Pałac Kultury, który należy do miasta udostępnił za darmo na 24 dni reprezentacyjną salę. Organizator zaoszczędził w ten sposób 60 tys. zł.
Gdy o wystawie napisaliśmy po raz pierwszy w lutym tego roku posłanka Fabisiak odcięła się od poglądów dr. Lewandowskiego. Zapewniała, że wycofa swoje zdjęcia z wystawy. Ale słowa nie dotrzymała. W sali Gagarina wisi akt małżeństwa posłanki i jej fotografie z wizyty na Jasnej Górze. Na centralnym miejscu - zdjęcie ze ślubu kościelnego i rodzinnej wizyty u papieża Jana Pawła II.
Nie mogłem odmówić
Posłanka na rozmowę z "Gazetą" nie znalazła wczoraj czasu. Lakoniczna była też kuratorka wystawy Małgorzata Załęcka, stołeczna radna PiS. - Raz już obsmarowała pani dr Lewandowskiego. Za to panią nie lubię i nie będę rozmawiać - oświadczyła.
Lech Isakiewicz, prezes Pałacu Kultury w wystawie nie widzi nic złego: - Dostałem pismo z biura Rady Warszawy. Nie mogłem odmówić. Osobiście jestem za zdrową i pełną rodziną - tłumaczy.
Problemu nie widzą też działacze liberalnej Platformy: - Może taka wystawa nie powinna znaleźć się w pomieszczeniach miasta. Ale co teraz możemy zrobić? Po wakacjach spytamy o to panią prezydent - rozkłada ręce Paweł Czekalski, szef klubu PO w radzie miasta.
Sprawa oburzyła radnych Lewicy i Demokratów. - Miasto dając pomieszczenia wspiera finansowo taką wystawę. To niedopuszczalne. Czyżby władze Warszawy identyfikowały się z takimi poglądami? Na początku tygodnia zażądamy od prezydent Warszawy przerwania wystawy - zapowiada Bartosz Dominiak, warszawski radny LiD.
- Jeśli wpłynie taki wniosek, rozpatrzymy go - mówi rzecznik ratusza, Tomasz Andryszczyk.
Autor: Dominika Olszewska
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,4314080.html

2007/07/13

Rokita skazany za pomówienie

Na karę 5 tys. zł grzywny stołeczny sąd rejonowy skazał Jana Rokitę (PO), uznając go za winnego zniesławienia byłego prezesa PZU Życie Grzegorza Wieczerzaka poprzez nazwanie go "bardzo znanym przestępcą".
W maju 2004, w sejmowej debacie nad expose premiera Marka Belki, szef Samoobrony Andrzej Lepper zarzucił Rokicie, że robił "poważne interesy" z Wieczerzakiem, oskarżonym o działanie na szkodę PZU Życie byłym szefem tej spółki. Odpierając zarzut, Rokita mówił o "haniebnym i bezpodstawnym oskarżeniu", które zostało skierowane pod jego adresem "przez znanego sejmowego potwarcę Andrzeja Leppera", o "kryminalne związki z pewnym bardzo znanym przestępcą w Polsce". Wieczerzak wytoczył za to Rokicie prywatny proces karny o zniesławienie, mające na celu poniżenie go w opinii publicznej - za co grozi do 2 lat więzienia.
Sąd uznał, że Rokita, który ma wykształcenie prawne, wie, kogo można nazwać przestępcą. Fakt postawienia zarzutu nie rodzi domniemania, że ktoś jest przestępcą - powiedział w ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Tomasz Całkiewicz. Przyznał, że wniosek oskarżenia o taką właśnie karę był wyważony, dlatego sąd się do niego przychylił, biorąc zarazem pod uwagę zdenerwowania Rokity atakiem Leppera. Wieczerzak podkreśla, że nie jest osobą karaną. Jego sprawę karną za działanie na szkodę PZU Życie stołeczny sąd zwrócił w 2004 r. prokuraturze. PAP (js)