2008/10/03

Nastał czas Ludowych Hufców Pracy

PSL swoimi ludźmi obsadza ochotnicze hufce pracy. Pracuje w nich ponad 2,5 tys. ludzi, a budżet państwa wykłada na ich działalność 340 mln zł.
16 wojewódzkich central OHP i 10 Centrów Kształcenia i Wychowania podlega ministerstwu pracy podlegającego obecnie PSL. Od początku roku komendant główny OHP Jerzy Mormul (powołany przez minister pracy Jolantę Fedak) wymienił niemal wszystkich szefów OHP na ludzi z PSL.
Pytamy minister Fedak o partyjny klucz. - Trudno od nas wymagać, żebyśmy zostawili tam ludzi z Samoobrony i PiS. Ale to nie ja podejmowałam decyzje, lecz komendant główny OHP, bo ja słynę z tego, że gwałtownych czystek nie robię. Proszę sprawdzić - odpowiada.
Sprawdziliśmy. Mieczysław Kijewski, do niedawna szef wojewódzki OHP w Zielonej Górze, nie jest ani z Samoobrony, ani z PiS. Dwa lata temu wygrał konkurs na komendanta głównego hufców w kraju. - Czułem się fachowcem, nie byłem nigdy jakimś partyjnym faworytem - mówi.
Kijewski mieszka w Gubinie. Z wykształcenia nauczyciel, przez 12 lat kierował Jednostką Centralną Polsko-Niemieckiej Współpracy Młodzieży. Jest też ekspertem w dziedzinie funduszy unijnych. Kiedy PiS wszedł w koalicję z Samoobroną, resort pracy objęła Anna Kalata. - I wtedy musiałem zatrudnić dwóch zastępców z Samoobrony. Tego było mało, bo chcieli obsadzić komendy wojewódzkie. Straciłem stanowisko - opowiada Kijewski.
Został wtedy komendantem wojewódzkim OHP w Zielonej Górze. Rozbudował siedzibę po dawnej zrujnowanej podstawówce. Ma tam powstać internat i stołówka dla młodocianych z rodzin patologicznych i centrum edukacji.
OHP mają status specjalny, mogą m.in. poza konkursem starać się o pieniądze na ogólnopolskie projekty z Europejskiego Funduszu Społecznego. W marcu br. do Zielonej Góry przyjechał wysłannik komendanta Mormula.
- Po pięciu minutach poznałem nowego komendanta, panią z PSL. Nikt mnie nie pytał, co zrobiłem, jakie miałem efekty - wspomina Kijewski.
38-letnia Anna Urbaniak jest bliską znajomą Jolanty Fedak. Wiosną pomogła minister objąć na zjeździe przywództwo w lubuskim PSL. Z wykształcenia jest politologiem, skończyła też administrację. Ostatnie lata spędziła w firmie handlowej, gdzie była dyrektorem personalnym. - Fedak stawia na znajomych, Anka musiała więc dostać posadę - mówi jeden z zielonogórskich ludowców.
Urbaniak inaczej postrzega ludowe nominacje: - Pracują tu wreszcie zupełnie inni ludzie. Wykształceni i dobrze przygotowani, żeby pomagać młodzieży.
Przez pół roku PSL hurtowo obsadził, bez konkursów, swoimi ludźmi regionalne OHP. Komendant w regionie średnio zarabia ok. 4 tys. zł na rękę. Na Śląsku komendantem został Mariusz Pawelec z PSL, na Dolnym Śląsku - Piotr Olchówka, ludowiec z Jawora. Wojewódzką Komendę OHP w Krakowie, po Józefie Gawronie z PiS, przejęła Jolanta Zajączkowska z PSL. Na Podlasiu nowym komendantem został Wieńczysław Traga, dyrektor podstawówki w Kisielnicy, także działacz PSL. Nie inaczej było w Łodzi. Nominację dostał tam Antoni Urbanek, ludowiec z 25-letnim stażem, historyk i były prezes MZK w Skierniewicach. W woj. mazowieckim komendanturę objęła Elżbieta Popczuk, a na Podkarpaciu - Mariusz Szewczyk, socjolog z Dębicy, który startował do Sejmu z listy PSL. Ludowcy nie zapomnieli również o koalicjantach. Komendę w woj. kujawsko-pomorskim objął Paweł Kiszka z PO, na Warmii i Mazurach - Jarosław Dzioba, członek PO, który wcześniej pracował w urzędzie pracy. Z 12 nowo mianowanych komendantów tylko Jan Kopiński z woj. pomorskiego nigdy nie miał nic wspólnego z PSL.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Artur Łukasiewicz, Patryk Świtek, kal, Zielona Góra

2008/10/02

Auto zamiast mostu

Zarząd Miejskich Inwestycji Drogowych miał być budowlaną rakietą, dzięki której wystartuje budowa mostu Północnego. Na razie urzędnicy utonęli w papierach. Wychodzą im za to przetargi na samochody służbowe. Życie Warszawy sprawdziło, czym zajmują się pracownicy ZMID.
Do podziału Zarządu Dróg Miejskich doszło na przełomie czerwca i lipca. Wtedy w rękach ZDM pozostało bieżące utrzymanie ulic. Z tej instytucji „wypączkował“ za to Zarząd Miejskich Inwestycji Drogowych, który miał się zajmować prestiżowymi budowami – mostami, wiaduktami i obwodnicą. Jak zapewniał wiceprezydent Jacek Wojciechowicz, ten podział miał umożliwić przyspieszenie drogowych budów przed Euro 2012.
Co udało się urzędnikom przez ponad trzy miesiące? Jedną z pierwszych decyzji była ta o... zakupie opla astry dla wicedyrektora Andrzeja Mareckiego. Szefowa tej instytucji Anna Piotrowska pozostała przy służbowym citroenie C4 z 2006 roku. Przejęła go z ZDM, którym wcześniej kierowała.
Auta dla inspektorów
Dzisiaj nastąpi otwarcie ofert w przetargu na pięć kolejnych aut dla ZMID. Mają być oczywiście nowe – hatchbacki lub liftbacki z klimatyzacją. Kolor: biały, żółty, czerwony, bordowy, pomarańczowy, szary albo piaskowy.
– To będą miejskie samochody, oznakowane naszym logo. Inspektorzy nadzoru muszą być mobilni, nie będą dojeżdżali na budowy autobusami – mówi rzeczniczka ZMID Małgorzata Gajewska.
Do „ŻW” dotarły informacje, że szefowie ZMID testowali ostatnio eleganckiego srebrnego opla omegę. Na jakich warunkach? Kto go dostarczył?
– Takiego auta u nas nie było. Nie testowaliśmy żadnych samochodów przed przetargiem – zaprzecza jednak kategorycznie Małgorzata Gajewska.W ZMID pracuje łącznie 85 osób. Jeszcze niedawno ta instytucja miała 14 służbowych aut – od fiata pandy do nissana almery. W ubiegłym tygodniu ich liczba stopniała do pechowej trzynastki. Jeden z pracowników dachował i auto nadaje się tylko do kasacji.
– Nie ma niczego niewłaściwego w zakupie służbowych aut – mówi nasz informator z kręgów ratusza. – Urzędnicy wcześniej powinni się jednak wykazać. Tymczasem cały sezon budowlany stracili na urządzanie biur i zakup samochodów – wytyka.
Mizeria w przetargach
Wśród przetargów ZMID rzeczywiście jest pustawo. W rubryce „Roboty budowlane“ mamy tylko jeden przetarg: budowę nowych przejazdów nad Kanałem Żerańskim i bocznicą kolejową prowadzącą do Elektrociepłowni Żerań. W „Usługach” znaleźliśmy przetargi na usługi prawnicze oraz dwa projekty – na przebudowę ul. Wirażowej i ostatni spóźniony etap remontu Wołoskiej. W „Dostawach“ są tylko auta służbowe.
Na liście zamówień przygotowywanych przez ZMID nie ma nawet śladu po wyczekiwanych od lat inwestycjach: moście Północnym, wiaduktach łączących Trasę Siekierkowską z ul. Marsa, trzypoziomowym skrzyżowaniu Al. Jerozolimskich i Łopuszańskiej. Wbrew obietnicom żadna z tych inwestycji nie zacznie się w tym roku.
Jak ustaliliśmy, ZMID tylko firmuje te budowy w mediach. W przygotowanie zaangażowani są bowiem... pracownicy ZDM mieszczącego się piętro niżej. Powód – w trakcie inwestycji nie może zmienić się inwestor. To groziłoby utratą dofinansowania z UE i powtórką przetargu. Widać więc, jak fikcyjny był podział ZDM na dwie instytucje.
Konrad Majszyk
Życie Warszawy

Gronkiewicz - Waltz zarządziła powtórkę

Walka o wpływy w PO. Stowarzyszenie "Młodzi Demokraci", czyli młodzieżówka PO, musi powtórzyć swój zjazd. Tak orzekła prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz (56 l.), która nadzoruje warszawskie stowarzyszenia.
Przypomnijmy, zjazd odbył się na początku marca. Na szefa młodzieżówki wybrano wtedy Dariusza Dolczewskiego (26 l.), członka gabinetu politycznego ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego (51 l.), kojarzonego też ze Sławomirem Nowakiem (34 l.) - szefem gabinetu politycznego premiera. Po zjeździe kilku działaczy młodzieżówki PO złożyło skargę do Gronkiewicz-Waltz. Jej decyzja unieważniająca zjazd to, jak mówi się w PO, walka o wpływy w kierownictwie partii.
SR
Superexpress

2008/10/01

Czego nie uda się zrobić na Euro 2012?

Warszawa miała dostać drugą linię metra, obwodnice, autostradę i porządne dworce. Niewykluczone, że będzie miała wydrążony tunel, namioty do odprawy na lotnisku i autostradę kończącą się w szczerym polu.
Zwycięstwo w wyścigu o Euro 2012 miało uczynić Warszawę w miarę normalnym europejskim miastem. Normalność oznacza w tym przypadku równanie do przyjętych powszechnie w zachodnim świecie standardów. Wydajna komunikacja miejska, dogodny dojazd z lotniska, dwie linie metra, dworce, których nie musielibyśmy się wstydzić przed gośćmi - wszystko to stanowiło absolutne minimum. Podobnie jak autostrada prowadząca nawet do Berlina, no i przede wszystkim porządny stadion. Wszystko to obiecali rządzący.
Czas płynie jednak nieubłaganie i kolejne zaplanowane z rozmachem inwestycje grzęzną w przysłowiowych polskich bagienkach. Ekspertyzy trwają za długo, przetargi nie zostają rozstrzygnięte, pojawiają się nieplanowane utrudnienia. Już wiadomo, że nie wszystkie plany uda się zrealizować. Podsumujmy dotychczasowe postępy przygotowań do Euro w stolicy.
Druga linia metra jednak niekoniecznieBudowa drugiej linii metra od ronda Daszyńskiego do Dworca Wileńskiego wydawała się oczywistością. Miasto przeprowadziło przetarg na wykonawcę robót. Ceny, które na początku czerwca zgłosiły europejskie konsorcja, przekroczyły ponad dwukrotnie założony kosztorys. Przetarg odroczono. Dzisiaj wiadomo już, że metro w czasie mistrzostw drugą linią na pewno nie pojedzie. Optymistyczny wariant mówi o odtworzeniu skrzyżowań ponad wydrążonymi stacjami przed rozpoczęciem piłkarskiej imprezy. W najbliższym czasie ogłoszony zostanie nowy przetarg na wykonawcę budowy. Tym razem nie ma pośpiechu. Termin ukończenia prac przewidywany jest na przełom 2013 i 2014 roku.Okazało się, że wielu ekspertów twierdzi, że druga linia metra wcale nie jest potrzebna kibicom. W Metrze Warszawskim nie wykluczano nawet, że bezpośrednio po meczach stacja Stadion i tak byłaby zamknięta w obawie przed naporem tłumu - pisał w lipcu dziennikarz Gazety Stołecznej Jarosław Osowski. Problemy komunikacyjne miałaby rozwiązać rozbudowa sieci tramwajowej i modernizacja linii kolejowych, ale
Z koleją zawsze współpracuje się ciężko
Będzie można mówić o sukcesie, jeśli uda się otworzyć nową linię Szybkiej Kolei Miejskiej na lotnisko oraz przeprowadzić konieczną modernizację stacji Stadion. O gruntownej przebudowie warszawskich dworców raczej nie ma co marzyć. Mając świeżo w pamięci problemy z wyczyszczeniem dachu Dworca Centralnego liczymy raczej na pobieżne odświeżenie stacji i zwycięstwo z wszechobecnym fetorem. Dworce są wizytówkami miasta i pierwszymi obiektami, jakie ujrzą nadciągający do miasta goście.
Lotnisko i odprawy w namiotach
Jeśli na Okęciu uda się zrealizować wszystkie konieczne inwestycje, co jest najbardziej optymistycznym wariantem, w dniu meczu i tak zabraknie sił do obsłużenia ponad 1,5 tys. pasażerów. Najważniejszymi sprawami jest integracja istniejących terminali oraz powiększenie powierzchni parkingów. Ale Rafał Marczewski z Polskich Portów Lotniczych w artykule Michała Wojtczuka przyznaje, że mimo inwestycji na lotnisku potrzebne będą jakieś dodatkowe konstrukcje, pomocne w obsłudze kibiców. Jak namiot w którym mogłyby odbywać się odprawy. A jak powszechnie wiadomo pod namiotem zawsze jest wesoło. W dziedzinie dostarczania kibicom niezapomnianych wrażeń poznawczych możemy zdziałać naprawdę wiele.
Rafał Marczewski z Polskich Portów Lotniczych w artykule Michała Wojtczuka przyznaje, że na lotnisku potrzebne będą jakieś dodatkowe konstrukcje, pomocne w obsłudze kibiców. Jak namiot w którym mogłyby odbywać się odprawy. Podobne konstrukcje z sukcesem wykorzystywali organizatorzy dużych imprez w Zurychu, Genewie, czy Wiedniu.
Autostrada do Berlina
Miała być autostrada do stolicy Niemiec, a może nie dojść do stolicy Polski. Poślizg z wyborem firmy, która ma wybudować oraz pobierać opłaty na odcinku z Łodzi do Warszawy znacznie zmniejszył szansę na realizację tej kluczowej inwestycji. Obecnie obowiązującym terminem oddania drogi jest koniec 2011 r. Należy pamiętać jednak o tym, że nie wszystkie tereny na trasie przyszłej autostrady zostały przejęte przez państwo, a wyłoniony wykonawca będzie musiał jeszcze opracować projekt budowlany, co może zając nawet ponad rok. Może się okazać, że przed rozpoczęciem mistrzostw na budowę nie starczy już czasu.
Stadion musi powstać
Jeśli nie uda się doprowadzić do końca wymienionych powyżej inwestycji, gorycz z powodu niepowodzeń może nam osłodzić piękny Stadion Narodowy. W tej sprawie władze miejskie czują wyjątkową presję. W miarę sprawna eksmisja handlarzy z terenu Stadionu Dziesięciolecia i szybko przeprowadzony przetarg na rozbiórkę obiektu spowodowały, że od kilku dni na terenie inwestycji pracuje ciężki sprzęt. A do władz UEFA powędrowały już podobno zdjęcia koparek i buldożerów.
Z drugiej strony można doszukać się tutaj wyjątkowo przebiegłego planu. Opóźnienia w rozbudowie infrastruktury mogą uniemożliwić, albo znacznie utrudnić kibicom konkurencyjnych drużyn dotarcie na areny rozgrywek. Na trybunach Stadionu Narodowego zasiądą wtedy tylko i wyłącznie najlepsi na świecie, polscy kibice. Z takim wsparciem nasza reprezentacja może sięgnąć gwiazd.
Łukasz Woźniak
Gazeta Stołeczna

Drugie podejście do drugiej linii metra

W ciągu najbliższych dni ratusz ogłosi przetarg na drugą linię metra pod Świętokrzyską i Targową. A już od wczoraj trwają poszukiwania wykonawcy przebudowy torów na Trasie W-Z obok Starówki.
Po czerwcowej klapie przetargu na 6 km tunelu i 7 stacji metra między rondem Daszyńskiego a Dworcem Wileńskim władze miasta przygotowały drugi. Nie ma już jednak żadnych szans na to, żeby ta inwestycja powstała przed Euro 2012.
Jak ustaliliśmy, Metro Warszawskie kończy właśnie opracowywać nowy kosztorys. Poprzedni opiewał na 2,8 mld zł, ale hiszpańskie i niemieckie koncerny budowlane zażyczyły sobie aż 6 mld zł. To dałoby średnio 270 mln euro za kilometr (na Zachodzie budowano 60 – 130 mln euro za kilometr). Przetarg został unieważniony. Minister sportu Mirosław Drzewiecki skomentował, że europejskie firmy spróbowały „cyckać i doić Polskę”.
Tym razem nie będzie już wyśrubowanego terminu: 45 miesięcy na projekt i budowę (wymagany okres inwestycji ma zostać wydłużony o kilkanaście miesięcy). Nie będzie też dialogu konkurencyjnego – czyli wielomiesięcznych negocjacji w sprawie technologii budowy, harmonogramu itd. – tylko klasyczny przetarg nieograniczony.
Drugi przetarg znowu zakłada budowę najpierw odcinka centralnego pod Świętokrzyską i Targową. Krytykuje go były prezydent miasta Paweł Piskorski. Według niego, należy rozpocząć budowę metra od obrzeży miasta: z Bemowa albo Bródna, dzięki czemu dałoby się uniknąć rozkopywania centrum podczas Euro 2012. Władze miasta ten wariant wykluczają. Kiedy powstanie druga linia? W optymistycznym wariancie na przełomie 2013 i 2014 r.
Wczoraj Tramwaje Warszawskie ogłosiły przetarg na wyciszenie i remont torów na Trasie W-Z między al. Jana Pawła II a Jagiellońską, a także na Marszałkowskiej – od Senatorskiej do pl. Bankowego. Prace mają ruszyć wiosną i potrwać do końca października 2009 roku.
Konrad Majszyk
Życie Warszawy

SdPl: umowa na Legię nielegalna i niegospodarna

Warszawski SdPl apeluje do premiera, prezydent stolicy i szefowej Rady Warszawy o kontrolę zawarcia umowy na rozbudowę stadionu Legii.
„Naszym zdaniem, ta inwestycja, którą w całości finansuje miasto, narusza zasady legalizmu i gospodarności“ – napisali o kontrakcie na rozbudowę stadionu przy Łazienkowskiej radni Socjaldemokracji. Pisma z apelem o kontrolę umowy przesłali wczoraj do ratusza, biura rady i kancelarii premiera.
To pokłosie decyzji sprzed dwóch tygodni, kiedy to głosami PO i SLD Rada Warszawy dołożyła 102 mln zł do rozbudowy Legii. Obiekt na 35 tys. widzów będzie więc kosztować miasto 460 mln zł. Na sesji atakowało tylko PiS. Oskarżało PO o „układ i fundowanie drogiego prezentu“ ITI – właścicielowi Legii.
Spóźniony cios
Socjaldemokraci na sesji nie mieli wielu obiekcji. – Nie przebilibyśmy PiS w atakach – ocenia dziś radny Bartosz Dominiak (SdPl), który wtedy wstrzymał się od głosu. Zadali cios teraz: – Może trochę późno – przyznał wczoraj Dominiak. – Liczymy, że premier jest w stanie wpłynąć na swoich kolegów w partii, by wycofali się z kontraktu z ITI. Bo jest za kosztowny. I można było stadion budować w innej formule. Wnioskujemy też do pani prezydent, by zleciła kontrolę przetargu. Bo zależy nam, by jedna z najważniejszych inwestycji była realizowana transparentnie i bez niedomówień.
Gdzie SdPl widzi brak transparentności i niedomówienia? – Choćby w tym, że aneks do umowy miasta z klubem dostaliśmy dopiero przed głosowaniem na sesji, a negocjacje zakończyły się dwa tygodnie wcześniej – wytyka. Zapowiada wnioski do NiK i prokuratury.
– Takie wnioski dotąd były domeną PiS. Czyżby konkurencja? – ironizuje rzecznik ratusza Tomasz Andryszczyk. – Przetarg na Legię jest z zasady oceniany przez Urząd Zamówień Publicznych, a dokumenty przetargowe są wysyłane do CBA, więc kontrola jest zapewniona – mówi rzecznik. I przypomina, że budowa stadionu Legii była jednym z punktów porozumienia koalicyjnego między PO a LiD w stolicy. Dominiak zastrzega jednak, że jego partia nie jest przeciwko stadionowi: – Legia powinna mieć kameralny nowy obiekt, a nie Bizancjum.
Polityczne ADHD
Zdaniem stołecznych urzędników, to głównie polityczne, nie merytoryczne, powody skłaniają SdPl do ataku na inwestycję.
– To trochę przejaw politycznego ADHD. SdPl próbuje szukać pozycji między SLD a Platformą i chce demonstrować różnice – ocenia Andryszczyk. Polityczne mogą być też dalsze konsekwencje głosowania w sprawie Legii. Może ono być początkiem rozpadu klubu Lewicy w radzie miasta.
– 9 października mamy zebranie kierownictwa warszawskiego SLD. Ocenimy współpracę z SdPl i wyciągniemy wnioski – zapowiada szef warszawskiego Sojuszu Tomasz Sybilski. Nie wyklucza podziału w klubie.
Nie od dziś wiadomo, że w Lewicy iskrzy od rozpadu LiD. I oddzielenie SLD od SdPl w stolicy jest tylko kwestią czasu. Postawa wobec Legii skłoniła też stołecznych urzędników do politycznych kroków. Z SdPl wystąpił Wiesław Wilczyński, szef biura sportu w ratuszu. Poczuł się dotknięty, że jego partia kwestionuje efekt przygotowań, za które był odpowiedzialny.
Życie Warszawy
Iza Kraj

Tak się dociera system korkowania Warszawy

Blokada tramwajów przed placem Zawiszy zamiast szybszej jazdy. Oto efekt nowego systemu sterowania ruchem, który po wielomiesięcznych przygotowaniach powinien zacząć działać dzisiaj, a wciąż jest "na dotarciu".
Miał upłynnić ruch na 37 skrzyżowaniach w Śródmieściu i na Powiślu. Miał też włączać zieloną falę tramwajom w Al. Jerozolimskich. Początkowo urzędnicy zapowiadali, że wystartuje już jesienią zeszłego roku. Jeszcze wiosną sygnalizatory tygodniami testowano w godzinach szczytu, co powodowało monstrualne korki, m.in. na Wisłostradzie. Po wielu próbach system włączył się w końcu w wakacje. - Musi się jeszcze "skalibrować" - zastrzegł od razu Zarząd Dróg Miejskich. Do końca września miał rozpoznawać natężenie ruchu w taki sposób, by dostosowywać do niego sygnalizację na poszczególnych skrzyżowaniach.
Po nowym programie wiele obiecywali sobie zwłaszcza pasażerowie tramwajów. Liczyli, że zgodnie z obietnicami ratusza zaczną szybciej jeździć najbardziej ruchliwą w Warszawie linią wzdłuż Al. Jerozolimskich, gdzie kolejne składy pojawiają się na przystankach co kilkadziesiąt sekund. Ale w niektórych miejscach jest nawet gorzej, niż było. Największe zamieszanie panuje na pl. Zawiszy. - Codziennie stoję tam w tramwajowych korkach. Szczególnie irytujący jest ten od strony Ochoty. W godzinach szczytu sięga poprzedniego przystanku - narzeka Michał Zajfert, który jeździ tą trasą codziennie.
Ruch na pl. Zawiszy obserwowaliśmy wczoraj. Od strony Ochoty w czasie jednego cyklu świateł przejeżdżał zazwyczaj jeden skład. Pasażerowie tracą przez to nawet pięć minut. Tramwaje blokują się nawzajem, bo wprowadzono osobną sygnalizację dla linii skręcających z Grójeckiej w Towarową i osobną dla jadących prosto w Aleje. Po południu powstał tu taki kocioł, że motorniczy wypuścił pasażerów na środku ronda.Zamieszanie potęgują kierowcy, którzy często blokują tory. Nowa sygnalizacją miała ich zdyscyplinować, ale bez skutku. - Trzeba by chyba wprowadzić szlabany jak na torach kolejowych. Może to byłoby skuteczne w Warszawie - irytuje się motorniczy Dariusz Walczak.
Okazuje się, że sygnalizacja nadal jest "na dotarciu". - Jeszcze kilka dni, potem powinno być lepiej - utrzymuje Dariusz Jasak z Siemensa odpowiedzialny za nowy projekt. Nie daje jednak nadziei na ogromną poprawę na pl. Zawiszy, bo znajduje się on akurat na granicy rejonu, w którym wprowadzono system sterowania ruchem. Zarząd Dróg Miejskich wciąż za niego nie zapłacił. Kontrakt opiewa na 34 mln zł, ale Siemens ma już 4 mln zł kar za opóźnienia. Firma zapowiada jednak, że będzie próbowała odzyskać tę kwotę w sądzie, bo nie czuje się winna poślizgów.
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
Krzysztof Śmietana

Cyrk w Łazienkach, czyli spór o władzę w parku

Odejście profesora Marka Kwiatkowskiego po prawie pół wieku pracy w Łazienkach Królewskich coraz bardziej przypomina scenariusz opery mydlanej. Pełno w nim łez i gróźb, przesadnie dramatycznych scen i nagłych zmian akcji .
Może byłoby to nawet zabawne, gdyby nie ośmieszało wieloletniego dyrektora jednej z najważniejszych instytucji kultury w Polsce, a także znakomitego historyka sztuki i varsavianistę. Prof. Marek Kwiatkowski od dziś nie może już kierować Łazienkami Królewskimi. Obowiązki dyrektora parku przejmuje Jacek Czeczot-Gawrak. Jednak stary dyrektor wcale nie zamierza ustąpić, a swego następcę publicznie dyskredytuje.
Mimo zwolnienia lekarskiego prof. Marek Kwiatkowski zjawił się w poniedziałek na spotkaniu w Towarzystwie Przyjaciół Warszawy. Zakomunikował, że od środy przestaje być dyrektorem Łazienek, o czym właśnie poinformowało go Ministerstwo Kultury. Nie składa jednak broni i łatwo nie odejdzie. Działacze TPW przyjęli to z aplauzem. Pytany przez dziennikarkę "Życia Warszawy" o plany na środę, profesor odpowiedział: "Normalnie pojawię się w pracy i nie będę rozmawiał. Nie poddam się". Swoją sytuację określił wprost: "Wyrzucają mnie! Po 48 latach! Na moje miejsce wstawiają tych, którzy mnie szkalują". Ze swoim następcą, który na łamach prasy wyraził zastrzeżenia do stanu Łazienek, chce się spotkać w sądzie. Już złożył pozew o naruszenie dóbr osobistych.
Przypomnijmy więc: 78-letni prof. Marek Kwiatkowski sam złożył wniosek o przejście na emeryturę. Ponoć obawiał się zwolnienia i chciał je uprzedzić. Od dawna krytykowano go za zaniedbanie parku i stojących w nim budynków. Ostatnio doszedł jeszcze jeden zarzut: dyrektor nie wystąpił o fundusze europejskie na rewaloryzację Łazienek i spore pieniądze przeszły koło nosa. Gdy minister kultury przyjął wniosek o emeryturę ("Gazeta" pisała o tym w maju), prof. Kwiatkowski zaczął tego żałować. Na biurko ministra trafił dramatyczny apel pracowników Łazienek w obronie dyrektora. Ale Bogdan Zdrojewski decyzji już nie zmienił. Wybrał następcę - Jacka Czeczot-Gawraka, historyka sztuki i konserwatora z dużym doświadczeniem zdobytym w Anglii przy restauracji królewskich rezydencji.
Wściekłość Marka Kwiatkowskiego sięgnęła zenitu. W oświadczeniu rozsyłanym do redakcji gazet nazwał przyszłego dyrektora „człowiekiem »znikąd «, który w życiu nie opublikował żadnej pracy naukowej (...), a jego »osiągnięciem « są kontakty z antykwariuszami i dwuczłonowe nazwisko". Podwładni profesora zasypywali „Gazetę” listami „prawdziwych warszawiaków" zachwyconych obecnym stanem Łazienek, których oburza usunięcie „dobrego gospodarza parku" i zastąpienie go „ignorantem". Kierownictwo redakcji zdecydowało wtedy, że nie będziemy ich publikować. Czytając je, można odnieść wrażenie, że wyszły spod jednego pióra. Jacek Czeczot-Gawrak nie zamierza tej korespondencji komentować. Nie obawia się ani gróźb poprzednika, ani tego, że zastanie go dziś w dyrektorskim gabinecie w Pałacu Na Wyspie.
- Będzie mi miło zobaczyć prof. Kwiatkowskiego, choć z tego, co wiem, ma jeszcze zwolnienie lekarskie. Obowiązkiem Ministerstwa Kultury jest przygotować dla mnie miejsce pracy - mówi nowy dyrektor Łazienek Królewskich.
Na szczęście Ministerstwo Kultury chce jak najszybciej zakończyć tę farsę. Rzeczniczka resortu Iwona Radziszewska zapewnia, że prof. Kwiatkowski od dawna wiedział, kiedy odejdzie. W tej sprawie spotykał się z ministrem Bogdanem Zdrojewskim albo z jego zastępcą Tomaszem Mertą, i był o wszystkim dokładnie informowany.
- 11 sierpnia pan profesor Kwiatkowski podpisał dokument, w którym przyjął do wiadomości, iż z dniem 30 września 2008 r. zostanie odwołany ze stanowiska dyrektora Łazienek Królewskich, a 31 grudnia tego roku zakończy pracę w Łazienkach. To pismo ma moc prawną. W związku z tym minister Zdrojewski poprosił, by przekazał wszystkie dokumenty i gabinet swojemu następcy - oświadczyła Iwona Radziszewska. - Wierzę, że samo przekazanie funkcji odbędzie się zgodnie z powagą miejsca i osób w tym uczestniczących - dodała.
Jednak dotychczasowy gospodarz Łazienek nie po raz pierwszy próbuje uniknąć wyprowadzki. By postawić na swoim, kiedyś kładł się już w gabinecie dyrektora Muzeum Narodowego albo ukrywał przed dymisją w swojej posiadłości w Suchej koło Węgrowa.
Wczoraj próbowaliśmy porozmawiać z prof. Markiem Kwiatkowskim. Odebrał telefon w służbowym mieszkaniu w Pałacu Na Wyspie. Gdy usłyszał, kto dzwoni, przestał się odzywać. Nie odłożył jednak słuchawki. Cierpliwie słuchał naszych pytań, odpowiadając na każde długim milczeniem.
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
Tomasz Urzykowski

Zdrojewski kończy spór o Muzeum Sztuki Nowoczesnej

Dorota Jarecka: Miasto wstrzymało prace projektowe nad Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. To jedna z centralnie zarządzanych instytucji kulturalnych w kraju, dyrektora powołuje minister. Jak pan na to zareagował?
Min. Bogdan Zdrojewski: Rozmawiałem z władzami miasta. Wszystko jest na dobrej drodze, proces powstawania tego muzeum będzie kontynuowany. To jest najważniejsza inwestycja dedykowana sztuce współczesnej w kraju. Rzeczywiście doszło do konfliktu między władzami miasta, architektem Christianem Kerezem a przedstawicielami Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Dotyczył on tego, jak wykorzystać blisko 8 tys. m kw. powierzchni, która od początku nie miała być zagospodarowana bezpośrednio przez muzeum. Władze miasta zaproponowały teatr. Po rozmowach z ratuszem sądzę, że problem został rozwiązany. Zawarliśmy kompromis: w budynku Muzeum Sztuki Nowoczesnej może funkcjonować sala teatralna, ale nie będzie dwóch osobnych instytucji: muzeum i teatru, jak początkowo wyobrażały to sobie władze miasta. Dwie odrębne instytucje w jednym budynku oznaczałyby utratę możliwości dofinansowania z Unii Europejskiej, gdyż byłby to inny projekt architektoniczny niż ten, na który został rozpisany konkurs, i na którego budowę podpisaliśmy już preumowę.
Kiedy proces projektowania zostanie wznowiony?
- Jak najszybciej. W poniedziałek pani wiceminister Smoleń spotka się z wiceprezydentem Wojciechowiczem i nie widzę przeszkód, by w krótkim czasie prace zostały wznowione.
Jak budynek będzie wyglądał? Architekt przedstawił dotąd dwie propozycje. W pierwszej, prawie identycznej z projektem konkursowym, budynek ma trzy piętra, ale trudno tam zmieścić teatr, bo te trzy piętra są niskie. W drugiej, dwupiętrowej, jest więcej możliwości manewru, ale odrzuca ją miasto.
- Trzeba przyjąć koncepcję dwupiętrowego budynku. Na pierwszym piętrze będą powierzchnie muzealne, a na parterze m.in sala teatralna. Rozmawiałem z architektem, wiem, że nie widzi on problemu w takim rozwiązaniu. Projekt, który Christian Kerez zaprezentował w lipcu w Warszawie, dwupiętrowy, uważam za znakomity, świetnie spełnia funkcje muzealne i doskonale będzie służył publiczności i miastu.
Pani prezydent Warszawy powiedziała wczoraj w TVN 24, że konflikt sprowokowała dyrektor Muzeum Joanna Mytkowska, która - jej zdaniem - bardziej szkodzi, niż pomaga projektowi. Hanna Gronkiewicz-Waltz zasugerowała, że lepiej byłoby dyrektor Mytkowską usunąć. Zgadza się pan z tym?
- Nie zrozumiałem tej wypowiedzi w taki sposób. Myślę, że pani prezydent uznała panikę wokół zawieszenia prac projektowych za nieadekwatną do tego, co tak naprawdę się wydarzyło. Nie zamierzam usuwać pani dyrektor Mytkowskiej, to osoba kompetentna i niezwykle zaangażowana w powstanie MSN.
Pani prezydent powiedziała też: "To jest grunt miasta i gospodarzem muzeum jest miasto". Kto pana zdaniem jest gospodarzem muzeum: ministerstwo czy miasto?
- Miasto jest inwestorem, a ministerstwo pomaga w otrzymaniu środków z Unii Europejskiej. Miasto wykłada na ten budynek duże pieniądze - 90 mln zł, czyli jedną trzecią kosztów. Muzeum Sztuki Nowoczesnej to instytucja narodowa, a w instytucjach narodowych gospodarzem jest minister. Jednak nie wykluczam, że w dalszej przyszłości możemy podzielić się władzą, a nawet przekazać muzeum miastu. Ważne, żeby powstało.
Źródło: Gazeta Wyborcza

Niezgoda zrujnuje Muzeum Sztuki Nowoczesnej?

Konflikt między ratuszem a władzami muzeum planowanego na pl. Defilad osiągnął taki poziom, że inwestycja stanęła pod znakiem zapytania. Czy zwaśnione strony pogodzi Ministerstwo Kultury?
- Skoro nie potrafi pani utrzymać języka za zębami, to muzeum zobaczy pani jak własne uszy bez lustra - takie słowa miała rzucić do słuchawki telefonu prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz w rozmowie z Joanną Mytkowską, dyrektor Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Było to wiosną w szczytowym okresie negocjacji ze szwajcarskim architektem Christianem Kerezem o wysokości kontraktu na projekt gmachu. Od tamtej pory między obiema paniami trwa zimna wojna. Jeszcze podczas kwietniowego podpisana umowy z Kerezem starannie maskowały swoje uczucia uśmiechami i wspólnie wznosiły toast. W ostatnich dniach konflikt osiąga apogeum. Pani dyrektor i pani prezydent rozmawiają ze sobą tylko poprzez media.
- Spotykamy się z konsekwentnym oporem miasta w kwestii budowy tego muzeum - mówiła Mytkowska w Radiu Tok FM, gdy w piątek prasa ujawniła, że ratusz nakazał szwajcarskiemu architektowi Christianowi Kerezowi bezterminowo wstrzymać projektowanie budynku. - Kwestie techniczne to pretekst, tutaj mamy do czynienia z bronieniem się przed rozpoczęciem tego procesu - twierdziła. Narzekała, że od czerwca nie może się doprosić o spotkanie z prezydent stolicy, by omówić kwestie związane ze strukturą gmachu.
Następnego dnia wiceprezydent Jacek Wojciechowicz w rozmowie z "Gazetą" oskarżył dyrektor muzeum o histerię. Szydził: - Z doświadczenia wiem, że takie środowiska zwykle nie potrafią zapanować nad emocjami. Może tak działa brak gabinetu i fotela.
Wczoraj rano w zimnowojennym stylu w telewizji TVN 24 wypowiedziała się prezydent Gronkiewicz-Waltz: - Konflikt powoduje dyrektor Mytkowska. Nie umie współpracować, chodzi po mediach i wymusza jakieś spotkania. Histeryczne działania pani Mytkowskiej tylko szkodzą, a nie pomagają muzeum. Jeśli dalej nie będzie współpracować, to myślę, że minister kultury będzie musiał pomyśleć o zmianie - stwierdziła i zakończyła twardo: - Ani złotówki z kasy miasta nie wydam na inny projekt niż ten, który wygrał konkurs. Nie można sobie dowolnie zmniejszać jednego piętra [szwajcarski projektant w lipcu zaproponował, żeby budynek miał dwie, a nie trzy kondygnacje - red.]. Nie ma żadnej dyskusji, mają być trzy piętra.
Kilka godzin później o kryzysie związanym z przygotowaniami do budowy Muzeum Sztuki Nowoczesnej minister kultury Bogdan Zdrojewski rozmawiał przez telefon z wiceprezydentem miasta Jackiem Wojciechowiczem. - Dwupiętrowy projekt Kereza uważam za znakomity. Trzeba przyjąć tę koncepcję. Na pierwszym piętrze będą przestrzenie dla Muzeum, a na parterze m.in sala teatralna - powiedział wczoraj "Gazecie" minister Zdrojewski (rozmowa na stronach kulturalnych "Gazety Wyborczej"). - Nie zamierzam usuwać pani Mytkowskiej, to osoba kompetentna i niezwykle zaangażowana w projekt.
- Znaczących różnic między nami a ministrem nie ma - bagatelizuje Tomasz Andryszczyk, rzecznik ratusza. - Wyjaśniliśmy nieporozumienia, w poniedziałek wiceprezydent spotka się wiceminister Moniką Smoleń i liczę, że zaraz potem projektowanie zostanie wznowione - mówi Iwona Radziszewska, rzecznik resortu.
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
Michał Wojtczuk
Gazeta Stołeczna