2009/03/11

Pawlak tkwi po uszy w nepotyzmie

PSL już nie raz był oskarżany o nepotyzm. Pawlak zamiast nepotyzm potępić, mówił, że to piękne, gdy dzieci podejmują dzieło ojców. Rozumiemy, że równie piękne jest, gdy konkubina podejmuje dzieło konkubenta, a kolega ze studiów twórczo rozwija biznesy swego kumpla - piszą Michał Majewski i Paweł Reszka, dziennikarze śledczy DZIENNIKA.
Dokładnie 15 lat temu napisaliśmy razem swój pierwszy tekst śledczy. Był to reportaż o politykach PSL, którzy bezczelnie, nie bawiąc się w finezje, "sprywatyzowali" cały blok mieszkalny należący do rządu. Kilkoma podpisami załatwili za grosze mieszkania dla siebie i kolegów w centrum Warszawy.
Teraz, kiedy przyglądaliśmy się intersom Waldemara Pawlaka, przeżyliśmy deja vu. Konkubina, koledzy ze wsi i studiów - wszyscy pasą się na ochotniczej straży pożarnej. Patronuje temu naczelny druh strażacki Waldemar Pawlak, który nie waha się podpisywać umów sam ze sobą albo sprzedawać samemu sobie udziały w spółkach. Wicepremier wciągnął do biznesowego kółka nawet swoją 71 letnią matkę, rolniczkę ze wsi Pacyna. Pawlak zrobił z niej prezydenta fundacji, która jest czapką nad jego interesami.
Ktoś powie, że można na to machnąć ręką, bo przecież Pawlak bawi się w interesy na własne konto i za własne pieniędze. Tak nie jest. Związek strażaków ochotników, na którym jak huby wyrosły spółeczki kolegów, dostaje rok w rok potężne dotacje publiczne - 50, czasem 60 mln zł. Jest i drugi, równie poważny argument. Pawlak nie jest prywatną osobą albo trzeciorzędnym posłem. Jest liderem koalicji, wicepremierem rządu i ministrem, który odpowiada za gospodarkę w sporym kraju, w środku Europy. Interesiki, układy do cna przeżarte nepotyzmem są z jednej strony śmieszne, ale z drugiej przerażające. Dlaczego przerażające? Bo w szanującej się demokracji człowiek, który daje zarobić swej konkubinie, "parkuje" udziały spółek w fundacji matki i nie ujawnia zarobków w oświadczeniach, byłby w polityce skończony. Okazuje się, że w Polsce może być wicepremierem.
Kilka tygodni temu Barack Obama pozbył się dwóch bliskich współpracowników, bo kręcili z podatkami. - Przepraszam, spartoliłem sprawę. Nie ma dwóch zestawów reguł. Jednego dla prominentów, a drugiego dla zwykłych ludzi - tłumaczył prezydent. Pawlak i PSL mają, jak widać, inną filozofię. W tej filozofii liczy się wspieranie kolegów, rodzin, sąsiadów. Dziś ja ci pomogę, ty mi się jutro odwdzięczysz i tak sobie bedziemy radzili. Krótko mówiąc: samopomoc chłopska. PSL już nie raz był oskarżane o nepotyzm, choćby przy okazji prywaty w KRUS. Pawlak zamiast nepotyzm potępić, mówił, że to piękne, gdy dzieci podejmują dzieło ojców.
Rozumiemy, że równie piękne jest, gdy konkubina podejmuje dzieło konkubenta, sąsiad dzieło sąsiada, a kolega ze studiów twórczo rozwija biznesy swego kumpla, który poszedł do polityki. A więc trudno się dziwić, że Pawlak nepotyzmu nie potępia. Musiałby potępić coś, w czym sam tkwi po uszy.
Michał Majewski, Paweł Reszka, dziennikarze działu śledczego
dziennik

Brak komentarzy: